Blog > Komentarze do wpisu
59. Servus

59. Servus

servus piwo

BADANY OBIEKT: Servus

FORMA: Butelka 2,5 l (!!!)

CENA: 

 

    Witajcie w świecie męki i cierpienia! Przed wami mrożąca krew w żyłach opowieść o męstwie, przygodzie i poświęceniu, a także o zgubnej miłości. Po ograbieniu domu starców i udanej akcji "opchnij dragi" w pobliskim przedszkolu byliśmy tak bogaci, że podjechaliśmy pod market naszym nowym Chryslerem Imperialem i  udaliśmy się na bardziej obfite niż zazwyczaj alko-zakupy. Ładując różnokolorowe i różnokształtne butelki do koszów noszonych przez naszych świeżo zakupionych, czarnych niewolników z Ugandy, zauważyłem wyeksponowany regał. Zatrzymałem się strwożony. Dreszcz przeszył moje ciało. Zimny pot zalał czoło, a małe kocięta zapłakały cicho. Nie mogąc wydusić słowa i nie potrafiąc oderwać oczu, ruchem ręki zatrzymałem Bossa. Podążył za moim spojrzeniem i zamarł. Zdołał jęknąć:


    „Nie…”


   Ale ja już wiedziałem, że musimy. Że to konieczność. To było przeznaczenie, znaleźliśmy się tam w danym czasie i miejscu właśnie po to, aby spotkać ten browar, przywłaszczyć go i spożyć.

    Dwa i pół litra czystego zła. Wielka, plastikowa butelka. Cena oscylująca między „groszami” a „drobniakami”. W dodatku produkt prosto z cygańskiej Rumunii. To nie mogło się dobrze skończyć. Boss wiedział to i niczym mędrzec Alaundo wydał na świat mroczne proroctwo: „Double D, to będzie Mekong, umrzemy po tym”.

    Ale co nam zesłały niebiosa, temu musieliśmy sprostać. Mały walk of shame i już płaciłem uśmiechniętej kasjerce - tak jakby wiedziała co się wydarzy i cieszyła się w głębi swej psychopatycznej duszy z naszych przyszłych tortur, (tak jak i my, wiele miesięcy temu, śmialiśmy się w odmętach naszych czarnych dusz z mężczyzny, który niczego nie świadomy ładował do swego wózka kolejne Goolmany. Czasem zastanawiam się, czy trafił on do zakładu psychiatrycznego, czy od razu na cmentarz).

    Zaszyliśmy się w najmroczniejszych kniejach i po skończeniu rytuału ku czci Czarnego Pana, oddaliśmy się rozkoszy pijaństwa. Po wielu godzinach śmiechu, radości i płaczu gwałconych kobiet, nastała niezręczna cisza, przerywana co rusz pijackim czkaniem. Pozostał tylko ON. Dwu i pół litrowy skurwysyn, nazwany na cześć znanego z książek o Harrym Potterze maga -Severusem.

    Po wypowiedzeniu słowa „przyjaciel” po rumuńsku, piwo otworzyło się z cichym sykiem. Wokół przygasły światła, zwierzęta pierzchły, owady zakopały się pod ziemię, ptaki zdechły, a ich małe truchła spadały na ziemię i rozbijały się niczym Tupolew o smoleńską glebę.


    Zaczęło się.

    Epicka walka dziejów.


    Dwóch herosów zawzięcie opróżniało butelkę, niestety ta nie dawała za wygraną. Okazało się, że jakaś cygańska magia sprawia, że piwa w ogóle nie ubywa, przez co męka trwa i trwa i trwa… W dodatku złe czary rzucane przez Severusa sprawiały, że obracaliśmy się przeciwko sobie, oskarżając siebie nawzajem o udawanie spożywania (co jak wiadomo, jest poważnym złamaniem Kodeksu Alkoholika). Gdy już staliśmy naprzeciwko siebie, dzierżąc pałki, noże, siekiery, imadło i otwieracz do konserw, nagle nas oświeciło! To zły wpływ rumuńskiego browaru! Natychmiast obróciliśmy swe siły przeciwko prawdziwemu wrogowi – Severusowi. Jego słaby, tani i lekko zgniły smak mdlił nas. Pity nawet na zimno nie byłby w stanie zaspokoić naszych kubków smakowych, nie wspominając już o ciepłym piwie, które w smaku przypomina soloną wodę z bagna. Gazu miało w sobie więcej niż w Oświęcimiu,  uderzał w nasze gardła, niczym penisy murzyńskich aktorów w gardło Sashy Grey. Całe szczęście było rozwodnione – wprawdzie to wada, lecz pozwoliła nam przeżyć tę dawkę Cyklonu B.  Boss, wykazując się wielkim i niezłomnym duchem bohaterstwa, postanowił oszczędzić mi męki i sam spożył to, co było na dnie butelki. Stwierdził później, że pierwszy raz w życiu był tak bliski porzygania się po piwie. Mimo wszystko, trzema haustami rozprawił się z ostatnimi łykami Severusa, po czym zapadł w śpiączkę. Jedynie dzięki silnemu organizmowi i kąpielom w krwi naszych wrogów zdołał do nas powrócić, by dalej krzewić ducha alkoholizmu, pożogi i chaosu!

 

PODSUMOWANIE:

 

    Jeśli myślisz o próbie samobójczej, Severus będzie doskonałym wyborem! Jest dużo tańszy niż nabój, czy lina, a dużo bardziej skuteczny. Niestety, w cenę wlicza się śmierć w męczarniach. Ale nie można mieć wszystkiego, prawda? Gdybyśmy wysłali Severusa w darze dzieciom Afryki, nasłali by na nas swoje bojówki, albo sprzedali wszystkie ziemniaki w wiosce i wynajęli zabójcę. Jedna z naszych najcięższych przepraw, nie polecamy amatorom i kobietom w ciąży.


OCENA: B-2 D-2,5


Ogółem: 2,25



 


wtorek, 13 listopada 2012, double_d

Polecane wpisy