RSS
niedziela, 17 marca 2013
62. Jurajskie Jabłko z miętą.

jurajskie jabłko z miętą

BADANY OBIEKT: Jurajskie Japko z mientom.

FORMA: Butelka

CENA: 3,90 zł

Miejscówa u Kapisa. Kolejna już posiadówa przy piwie, rozmowa na tematy wszelakie. Głównie o dupie maryni, ale także o Holokauście, tradycyjnym bigosie, planach podboju świata. Słuchając metalu w cienkim cieście dyskutujemy i wlewamy w siebie kolejne hektolitry złotego trunku. Po przetestowaniu kilku całkiem przyjemnych w odbiorze browarów i sporządzeniu odpowiednich notatek, nadchodzi czas na sprawdzenie Jurajskiego Jabłka. Sprzedawca w poleconym przez K sklepie monopolowym zarzekał się, że jest to jedno z najlepszych piw smakowych jakie pił w swoim obfitym w imprezy życiu- "Sprawdźcie koniecznie, gwarantuję że się nie zawiedziecie! Naprawdę dobre piwko, wspaniale orzeźwia, jeden z faworytów na mojej liście smakowych regionalnych! Oddaję wam te butelki z żalem, jak wrócę do domu to zabiję całą rodzinę, a następnie wypiję czarę cykuty, coby skończyć z moją mizerną egzystencją na tym ziemskim padole! Albowiem musicie wiedzieć, że życie bez Jurajskiego w kuflu cięższe i gorsze jest aniżeli wieczne tułanie się po jałowych pustkowiach czyśćca, lub smażenie się w ogniach piekielnych przez eony całe. A teraz idźcie, strudzeni wędrowcy, w czasie kaca i suszy trunkiem tym uraczcie usta swoje, a już nigdy nie będziecie spragnieni! Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, oto kufel browara mojego, nowego i wiecznego przymierza, który za was i poległych ziomków będzie wylany na odpuszczenie grzechów. To czyńcie na moją pamiątkę!" Skoro gościu tak to opisywał, stwierdziliśmy że może faktycznie coś w tym jest. Niestety jak to zwykle bywa, rzeczywistość nijak miała się do tego co opisywał pan Andrzej. Już pierwszy łyk tej blado-pomarańczowej i mętnej cieczy wywołał na mojej twarzy grymas rozpaczy, natomiast u innych można było zaobserwować drgawki i odruch wymiotny. Mój kompan stwierdził że smak tego piwa do złudzenia przypomina mu klej do gumolitu, K porównał picie Jurajskiego do przeżuwania gumowej podeszwy. Podczas gdy D po wypiciu kilku łyków popadł w stan krytyczny, ja i Kapis walczyliśmy dzielnie i trzymaliśmy się twardo. Próbowaliśmy znaleźć jakieś plusy tego miętowego napitku, jednak nasze starania spełzły na niczym. Aromat mięty skutecznie przysłania wszystkie inne smaki, goryczki nie uświadczono. Lekko zalatuje chemią i stęchlizną. "Po wypiciu tego nawet Keniger smakuje dobrze. Nie wziąłbym nawet za darmo" - Double D.

OCENA: D- 2.5 Boss i Kapis-3

PODSUMOWANIE: W tym miejscu chciałbym oddać mały hołd Andrzejowi ze sklepu monopolowego, który zgodnie ze swoją obietnicą wysłał siebie i całą rodzinę w zaświaty. Dziękujemy za zaopatrywanie nas w ciężkich chwilach, ale to Jurajskie Jabłko mogłeś sobie darować!

wtorek, 12 marca 2013
61. Luzak

BADANY OBIEKT: Butelka

FORMA: 2,19

CENA: Luzak

Kilka lat temu, podczas jednej z naszych niezliczonych podróży po polskiej ziemi, trafiliśmy do wioski znanej JAKO Jarantów. Głównym powodem dla którego zatrzymaliśmy się w tym pięknym miejscu pośrodku niczego, była informacja, JAKOby lokalni miłośnicy zielonego suszu sprzedawali świetnej JAKOści jaranie. Po zweryfikowaniu tych rewelacji i zbałamuceniu lokalnych nastolatek udaliśmy się na miejski hipodrom z zamiarem obalenia kilku browarów. Ku naszemu niezadowoleniu okazało się, że na tym właśnie obiekcie mają odbyć się mistrzostwa świata w powożeniu - say what? Z braku laku postanowiliśmy wbić się na imprezę i w razie czego lekko ją rozruszać. Okazało się to całkowicie zbędne, gdyż każdy woźnica przyłożył się do zadania, i wszyscy razem odstawili niesamowite show. D udokumentował finałowy wyścig swoim smartfonem marki Nokia 3310:

Ale zakończmy relację z mistrzostw i przejdźmy do meritum całej sprawy, czyli rzecz jasna do piwa. Na hipodromie oprócz klasycznych hot dogów produkowanych najprawdopodobniej z bezpańskich psów, można było dorwać piwo o genialnej nazwie "Luzak", które było podobno oficjalnym sponsorem całego eventu. JAKO że wszystkie drobne wydaliśmy na jaranie i tabletki gwałtu dla koleżanek, musieliśmy poderżnąć gardło kolesiowi który roznosił napoje. Podczas gdy jego ciało podrygiwało jeszcze w ostatnich konwulsjach, my z radością otworzyliśmy butelki. Niewyraźny słodowy zapach nie zachęcał do spożycia, ale też nie zwiastował jakiejś wielkiej tragedii. Po pierwszym łyku poczuliśmy dziwny, papierowy posmak. Nie wyczuliśmy natomiast żadnej goryczki ani chmielu, generalnie piwo jest nijakie i niesamowicie bezbarwne. Luzak jest nagazowany tak mocno, że wypicie więcej niż dwóch butelek tego specyfiku zakończyć się może eksplozją żołądka i skrętem kiszek. Słaba piana opadnie szybciej niż zdążysz wypowiedzieć "Luzak jest chujowy".

PODSUMOWANIE: Patrz wyżej, ostatnie zdanie w cudzysłowie. Ale ogólnie bywało gorzej.

OCENA: Boss-2 D-3.5

poniedziałek, 11 marca 2013
60. Raciborskie Klasycznie Warzone

Raciborskie piwo warzone klasycznie

 

BADANY OBIEKT: Raciborskie Klasycznie Warzone 

FORMA: butelka

CENA: 3,50

Racibórz to taka wiocha w województwie śląskim, położona blisko granicy z Czechami, dlatego są tam tanie dziwki i metaamfetamina. Jest tam też Browar Zamkowy, który to raz upadał, raz się podnosił, niczym Najman, przy czym Najman się nie podnosił. Browar ten ma dużo piw w swojej ofercie i żeby się nie mylić, wszystkie nazywają się "Raciborskie" (no dobra, są jeszcze dwa "Twierdzowe"). 

Flagowym trunkiem jest to KLASYCZNIE WARZONE. Klasycznie, to znaczy, że przez miesiąc fermentowało w otwartych kadziach. Niektórzy w to nie wierzą, ale ja tak. Do otwartych kadzi można pluć, szczać i buk jeden wie, co jeszcze, a to tłumaczyłoby jego smak.*

Ale od początku. Ładna etykietka na pożółkłym papierze, stylizowana na starodawną, czyli z czasów kiedy jeszcze na kurwy mówiło się "damy do towarzystwa". Zapach po otwarciu mało intensywny. 

Po spróbowaniu spotkał nas ZAWÓD (wersja dla dyslektyków: zawut). Piwo, o którym tyle miłego czytaliśmy, okazało się słabe. Podejrzewam, że to sam Prezes Raciborskiego siedzi na forach i wypisuje pochwalne komentarze. Dużo słodu, wręcz słodkawy smak. Zapomnijcie o chmielu! Jedyną rośliną z którą to piwo ma coś wspólnego to grzybnia. Posmak metalicznej skarpetki (TAK! Metalicznej Skarpetki!) raczej nie ratuje sytuacji. Dobrze, że spożywaliśmy schłodzone. Ciepłe byłoby tragedią do kwadratu, a nawet greckim dramatem. Ktoś napisał na swojej stronie, że nadaje się idealnie na gorące dni, jako orzeźwienie. Specjalna wiadomość od Marii Skłodowskiej - Curie dla tego Pana: 


tu się puknij curie

 

OCENA: Double D - 4 ; Boss B - 3,5 ; KK - 4 ;

Ogółem: 3,8 

PODSUMOWANIE: Ogólnie piwo nie jest tragiczne, da się je pić, cena też nie jest jakoś specjalnie wysoka, chociaż za 3,50 można dostać zdecydowanie lepsze piwo. No ale wiecie, na etykiecie jest napisane: PIWO DLA KONESERÓW. My jesteśmy żulami, może dlatego nam nie smakowało. Do tego piwa już nie wrócimy, chociaż na pewno spróbujemy jeszcze jednego z tego samego browaru, bo wiąże się ono z naszymi, innymi zainteresowaniami: Raciborskie Rżnięte ! 


* Buk to buk.  Rodzaj drzew z rodziny bukowatych obejmujący 9–10 gatunków[2]. Występują one głównie w strefie umiarkowanej na półkuli północnej. W Polsce występuje w stanie naturalnym tylko buk zwyczajny :( 

 

16:25, double_d
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 listopada 2012
59. Servus

59. Servus

servus piwo

BADANY OBIEKT: Servus

FORMA: Butelka 2,5 l (!!!)

CENA: 

 

    Witajcie w świecie męki i cierpienia! Przed wami mrożąca krew w żyłach opowieść o męstwie, przygodzie i poświęceniu, a także o zgubnej miłości. Po ograbieniu domu starców i udanej akcji "opchnij dragi" w pobliskim przedszkolu byliśmy tak bogaci, że podjechaliśmy pod market naszym nowym Chryslerem Imperialem i  udaliśmy się na bardziej obfite niż zazwyczaj alko-zakupy. Ładując różnokolorowe i różnokształtne butelki do koszów noszonych przez naszych świeżo zakupionych, czarnych niewolników z Ugandy, zauważyłem wyeksponowany regał. Zatrzymałem się strwożony. Dreszcz przeszył moje ciało. Zimny pot zalał czoło, a małe kocięta zapłakały cicho. Nie mogąc wydusić słowa i nie potrafiąc oderwać oczu, ruchem ręki zatrzymałem Bossa. Podążył za moim spojrzeniem i zamarł. Zdołał jęknąć:


    „Nie…”


   Ale ja już wiedziałem, że musimy. Że to konieczność. To było przeznaczenie, znaleźliśmy się tam w danym czasie i miejscu właśnie po to, aby spotkać ten browar, przywłaszczyć go i spożyć.

    Dwa i pół litra czystego zła. Wielka, plastikowa butelka. Cena oscylująca między „groszami” a „drobniakami”. W dodatku produkt prosto z cygańskiej Rumunii. To nie mogło się dobrze skończyć. Boss wiedział to i niczym mędrzec Alaundo wydał na świat mroczne proroctwo: „Double D, to będzie Mekong, umrzemy po tym”.

    Ale co nam zesłały niebiosa, temu musieliśmy sprostać. Mały walk of shame i już płaciłem uśmiechniętej kasjerce - tak jakby wiedziała co się wydarzy i cieszyła się w głębi swej psychopatycznej duszy z naszych przyszłych tortur, (tak jak i my, wiele miesięcy temu, śmialiśmy się w odmętach naszych czarnych dusz z mężczyzny, który niczego nie świadomy ładował do swego wózka kolejne Goolmany. Czasem zastanawiam się, czy trafił on do zakładu psychiatrycznego, czy od razu na cmentarz).

    Zaszyliśmy się w najmroczniejszych kniejach i po skończeniu rytuału ku czci Czarnego Pana, oddaliśmy się rozkoszy pijaństwa. Po wielu godzinach śmiechu, radości i płaczu gwałconych kobiet, nastała niezręczna cisza, przerywana co rusz pijackim czkaniem. Pozostał tylko ON. Dwu i pół litrowy skurwysyn, nazwany na cześć znanego z książek o Harrym Potterze maga -Severusem.

    Po wypowiedzeniu słowa „przyjaciel” po rumuńsku, piwo otworzyło się z cichym sykiem. Wokół przygasły światła, zwierzęta pierzchły, owady zakopały się pod ziemię, ptaki zdechły, a ich małe truchła spadały na ziemię i rozbijały się niczym Tupolew o smoleńską glebę.


    Zaczęło się.

    Epicka walka dziejów.


    Dwóch herosów zawzięcie opróżniało butelkę, niestety ta nie dawała za wygraną. Okazało się, że jakaś cygańska magia sprawia, że piwa w ogóle nie ubywa, przez co męka trwa i trwa i trwa… W dodatku złe czary rzucane przez Severusa sprawiały, że obracaliśmy się przeciwko sobie, oskarżając siebie nawzajem o udawanie spożywania (co jak wiadomo, jest poważnym złamaniem Kodeksu Alkoholika). Gdy już staliśmy naprzeciwko siebie, dzierżąc pałki, noże, siekiery, imadło i otwieracz do konserw, nagle nas oświeciło! To zły wpływ rumuńskiego browaru! Natychmiast obróciliśmy swe siły przeciwko prawdziwemu wrogowi – Severusowi. Jego słaby, tani i lekko zgniły smak mdlił nas. Pity nawet na zimno nie byłby w stanie zaspokoić naszych kubków smakowych, nie wspominając już o ciepłym piwie, które w smaku przypomina soloną wodę z bagna. Gazu miało w sobie więcej niż w Oświęcimiu,  uderzał w nasze gardła, niczym penisy murzyńskich aktorów w gardło Sashy Grey. Całe szczęście było rozwodnione – wprawdzie to wada, lecz pozwoliła nam przeżyć tę dawkę Cyklonu B.  Boss, wykazując się wielkim i niezłomnym duchem bohaterstwa, postanowił oszczędzić mi męki i sam spożył to, co było na dnie butelki. Stwierdził później, że pierwszy raz w życiu był tak bliski porzygania się po piwie. Mimo wszystko, trzema haustami rozprawił się z ostatnimi łykami Severusa, po czym zapadł w śpiączkę. Jedynie dzięki silnemu organizmowi i kąpielom w krwi naszych wrogów zdołał do nas powrócić, by dalej krzewić ducha alkoholizmu, pożogi i chaosu!

 

PODSUMOWANIE:

 

    Jeśli myślisz o próbie samobójczej, Severus będzie doskonałym wyborem! Jest dużo tańszy niż nabój, czy lina, a dużo bardziej skuteczny. Niestety, w cenę wlicza się śmierć w męczarniach. Ale nie można mieć wszystkiego, prawda? Gdybyśmy wysłali Severusa w darze dzieciom Afryki, nasłali by na nas swoje bojówki, albo sprzedali wszystkie ziemniaki w wiosce i wynajęli zabójcę. Jedna z naszych najcięższych przepraw, nie polecamy amatorom i kobietom w ciąży.


OCENA: B-2 D-2,5


Ogółem: 2,25



 


poniedziałek, 29 października 2012
58. Zagłoba Okocimski.

BADANY OBIEKT: Zagłoba Okocimski

FORMA: Puszka

CENA: 2,19 zł

Z racji tego że Double D przebywa obecnie na emigracji w Radżastanie, próbując przekonać do naszej sprawy tamtejszą społeczność romską (Don Vasyl i Gwiazdy Cygańskiej Pieśni już zgodzili się do nas przyłączyć), zlecił mi wykonanie tej jubileuszowej notki. Dokładnie 28 lat temu, 29 października, ulubiony hardrockowy zespół DD wydał swój pierwszy singiel, który z miejsca wdarł się na szczyty list przebojów, i pozostał tam na wiele tygodni. Piosenka zawładnęła umysłami i sercami zbuntowanej młodzieży bez perspektyw, stała się swego rodzaju hymnem przeciwko marazmowi i beznadziei, które wypełniały życie nastoletnich obywateli europy. Młodzi gniewni z wielu krajów wylegli na ulice i wspólnie postanowili walczyć z systemem. Pod naciskiem światowych przywódców, którym władza wymykała się z rąk, w 1987 roku legendarny zespół postanowił zakończyć działalność. Postanowiliśmy uczcić te pamiętne wydarzenia chwilą zadymy, więc obrabowaliśmy i podpaliliśmy osiedlowy sklep "Biedronka". W drodze powrotnej okazało się że naszym łupem padło kilka puszek "Zagłoby Okocimskiego". Cóż, niestety nasz stary znajomy szlachcic nie zaskoczył nas w żadnym stopniu. No, chyba że na minus. Kiedy poczuliśmy ostry zapach mydlin i czystego spirytusu, wiedzieliśmy już co się kroi. Szybko opadająca piana i dominująca w smaku słodka woda tylko utwierdziły nas w przekonaniu że to ostatni raz kiedy próbujemy Zagłoby z Okocimia. Piwo piliśmy odpowiednio zmrożone, ale Zagłoba nie daje rady nawet w roli "orzeźwiacza". Z gazem też słabo, w sumie największym plusem tego piwa jest ilustracja znajdująca się na froncie puszki. D stwierdził nawet, że kosztując Zagłobę nie czuł żadnej przyjemności z picia. A to bardzo, bardzo źle.

OCENA: D-3.5 Ja-4

PODSUMOWANIE: Można skwitować to popularnym i powszechnym określeniem sklepu w którym "Zagłoba" jest rozprowadzane- bieda.

A zespół o którym wspominałem na początku to oczywiście Modern Talking, z ich legendarnym singlem:

piątek, 28 września 2012
56 i 57: Desperadosy, Radlery i inne wynalazki okołopiwne.

56. Warka Radler

BADANY OBIEKT: Warka Radler

FORMA: Butelka

CENA: 2,69 zł

Parę lat temu, wśród wszystkich ogromnych koncernów i małych browarów istniejących w naszym Ciemnogrodzie, nastała nieoczekiwana moda na wypuszczanie na rynek piw (mniej lub bardziej) "niepasteryzowanych". Producenci zauważyli co jest popularne wśród ludu, i po krótkiej chwili mieliśmy niepasteryzowane wersje każdego możliwego napitku, wliczając w to herbatę "Minutka", oraz denaturat dla najmłodszych "Pysio". Natomiast tego lata, na sklepowych półkach jak grzyby po deszczu zaczęły pojawiać się wszelkiej maści piwa smakowe, radlery, i inne tego typu owocowe cuda. Pewnego gorącego dnia, napruci jak Messerschmitty, (a D był nawet napruty jak Tupolew, bo co i rusz uderzał w jakieś drzewo i lądował na glebie) wtargnęliśmy do wiejskiego sklepiku. Kiedy D skończył już skakać właścicielowi tego przybytku po głowie, rozejrzeliśmy się wokoło pomieszczenia i zauważyliśmy stojącą w kącie skrzynkę wypełnioną Radlerami. Nie było nic innego do wzięcia, toteż uznaliśmy że weźmiemy sobie ową kratę w zamian za darowanie sklepikarzowi życia. No i cóż, Radler jak to radler- słodkie toto jak cholera, właściwie nie wyczuwa się piwa, lepkie jak miód i generalnie do bani. Zapach- wiadomo, cytrusowe aromaty. Piana słaba podobnie zresztą jak procenty (tylko 2%). Fajny, mętny kolor. Jedyny duży plus tego napoju- jest mokry i jako tako gasi pragnienie. Mimo to i tak lepszy niż Lech Shandy, który zajeżdża rzygowinami i tanim szampanem, w stylu sławnego tu i ówdzie Coвeтcкoe Игpиcтoe.

OCENA- Nieklasyfikowany. Tym nawet nie da się najebać.

PODSUMOWANIE- Lemoniada- niby spoko i smaczne, ale lepiej kupić tani spirytus, odpowiednio zaprawić cukrem oraz cytrynami i na parę chwil wrzucić do zamrażarki. Wierzcie mi, orzeźwia lepiej niż Radler, a na dodatek taniej wyjdzie. No i po kilku łykach stajecie się nieśmiertelni...


57. Desperados RED

BADANY OBIEKT: Desperados RED

FORMA: Butelka

CENA: 4,39 zł

Dziwna sprawa z tymi piwami smakowymi- Dx2 brzydzi się prawie każdym (ja jestem trochę mniej wybredny i przy okazji bardziej łaskawy), lecz Desperadosa od czasu do czasu machnie, i nawet nie trzeba go do tego namawiać.  Ba! Kupuje go nawet z własnej woli! A musicie wiedzieć że w jego przypadku jest to niesamowite. W związku z letnim wysypem (wylewem?) piw smakowych, do Polski przywędrowała czerwona odmiana Desperadosa, wzbogacona o hektolitry różnorakich substancji chemicznych, groźne dla zdrowia pierwiastki jak pluton czy rad, i last but not least- guaranę. A jak wszystkim nałogowcom wiadomo, tam gdzie guarana, jest i kofeina! Kiedy więc położyliśmy nasze łapy na kilku butelkach, łapczywie przystąpiliśmy do konsumpcji tego czerwonego jak cegła napitku. Zapach nas nie zaskoczył- owocowe aromaty i standardowy Desperados. W smaku różnie, trochę chemii, wspomniana wyżej guarana, generalnie całkiem w porządku jak na koncernowy wyrób piwopodobny. Nieźle zbalansowane, słodko-cierpki smak przypadł nam do gustu, gaz też całkiem do rzeczy.

OCENA: BB- 6 DD- 8

PODSUMOWANIE: Ogólnie wśród popularnych piw smakowych RED rządzi, podobnie jak jego starszy brat. Mimo to nie wiem skąd D wytrzasnął tą ocenę, musiał być mocno urżnięty.

PS: Czemu Radler nie ma oceny a Desperados ma? Bo Desperadosem można się najebać. Naprawdę, widziałem!


Bonus muzyczny:

W ramach tego że opisywane dziś trunki były mocno owocowe, to będzie piosenka o owocach. No może nie o owocach, ale za to teledysk...

No dobra, nie oszukujmy się, teledysk też nie jest o owocach.

środa, 19 września 2012
55. Obolon Soborne

obolon soborne piwo

 

BADANY OBIEKT: Obolon Soborne

FORMA: Butelka

CENA: 3,98 zł

 

Dziś będzie w miarę krótko i konkretnie. 

Obolon, uważany za największy ukraiński browar (wedle strony internetowej firmy, produkty Obolona stanowią aż 80 % [!!!] eksportu krajowego piwa za granice), wydał wiele piw, spośród których znajdą się i perełki (jak wyśmienity Obolon Premium), jak i niezłe gówna

(jak Magnat - ocena 3,25. http://wojowniczezuleninja.blox.pl/2010/11/21-Magnat.html ).

Tym razem na warsztat poszło "Soborne", piwo różniące się od innych tym, że jest z dodatkiem kaszy kukurydzianej i powstało na bazie wody artezyjskiej. W smaku jest lekkie, dość orzeźwiające, wchodzi bez problemu - chociaż raczej ciężko byłoby wypić wiele butelek bez lekkich mdłości. Czuć pewną kwaskowatość, a przez kaszę kukurydzianą - czuć również chlebowy posmak. Niestety, wyczuliśmy też TANIOŚĆ. Może nie taką taniość, jak w piwie Keniger albo Tesco, ale mimo wszystko jakiś posmak taniości jest. 

PODSUMOWANIE: Naszym zdaniem, Obolon Premium jest o klasę wyżej.. Za 4 złote można dostać lepsze piwo. Mimo wszystko, zachęcam żeby spróbować, bo wielu osobom przypadnie do gustu.


OCENA: B-6 D-6

Ogółem: 6

 


00:26, double_d
Link Komentarze (1) »
niedziela, 02 września 2012
54. Książęce Ciemne

książęce ciemne

BADANY OBIEKT: Książęce Ciemne Łagodne

FORMA: Butelka

CENA: 3,19 zł

Każde dziecko w szkole, podczas obowiązkowych zajęć z biografii Double_D i Bossa B, uczy się, że nie lubię, nie gustuję i nie smakuję w piwach ciemnych. Są dla mnie za ciężkie i zwyczajnie mi nie podchodzą. Skąd więc recenzja w moim wykonaniu? Otóż, Książęce Ciemne wybiło się ponad średnią i reprezentuje sobą całkiem porządne piwo. Ale po kolei…

Książęce należy do Kolekcji Specjalności – projektu Kompani Piwowarskiej (właściciela m.in. Tyskiego i Lecha), wedle którego wydali na rynek trzy piwa: czerwonego lagera, pszeniczne i właśnie ciemne łagodne. Kompania próbuję „ukoncernić” te rodzaje piwa, które zazwyczaj były domeną mniejszych, mało znanych szerokiemu odbiorcy browarów. Zazwyczaj odnosimy się do takich pomysłów z niechęcią, bo nie jest dobrze, gdy wielkie koncerny kładą swoje łapy na piwo, które jeszcze do niedawna, było uważane za produkt dla koneserów              (vide Żywiec Porter. http://wojowniczezuleninja.blox.pl/2011/12/45-Zywiec-Porter.html).

Pierwsze co rzuca się w oczy – to ładna butelka i etykietka. Niestety na etykietce wychwalają piwo pod niebiosa, stwierdzając z całą powagą, że napicie się tego trunku, to najlepsza rzecz, jaka może nam się przytrafić w życiu, większa nawet od Sashy Grey i Jeny Haze w naszym łóżku. Oczywiście, jakżeby inaczej, smak jest niesamowity, rozpływa się w ustach i robi nam loda na dzień dobry, tak zajebisty jest ten browar! Zazwyczaj jest tak, że im więcej producent wychwala piwo na etykiecie, tym bardziej chujowe ono jest. Czy i tym razem?

Nie. Zapach miły, smak również. Dobre nawet DLA MNIE, zadeklarowanego przeciwnika ciemnych piw. Posmak karmelu i czekolady, choć bez przesady etykietko – smaku biszkoptów nie uświadczysz, chyba że masz wybujałą wyobraźnię. Zawiera w sobie dużo ciekawych słodów (choć wedle mojego telefonu, na którym zapisuje informacje o piwach, „zawiera w sobie dużo ciekawych płodów”, co też w sumie nie byłoby złe). Mieszanka słodów i aromatów jest rzeczywiście korzystna. Piwo jest też rzeczywiście, jak nazwa wskazuje, łagodne. Dzięki temu tak nie muli i nie porzygasz się po czwartej butelce. Minusem za to jest wyjątkowo niski %, jak na piwo ciemne, bo jedyne 4,1 (np. wcześniej wspomniany Żywiec Porter ma 9,5 %). Całe szczęście, niski % rekompensuje równie niska cena. W niektórych sklepach można Książęce dostać za mniej niż 3 zł – choć znając politykę Kompani Piwowarskiej, cena ta po jakimś czasie niebotycznie wzrośnie.

PODSUMOWANIE: Jeżeli nie piłeś nigdy ciemnego piwa, albo nie lubisz ciemnego, ale chcesz mu dać szansę – sięgnij po Książęce. Jeśli jesteś fanem ciemnego, to też raczej powinno Ci zasmakować (tak jak Bossowi B). W każdym razie warto spróbować.

OCENA: B-7 D-6,5

Ogółem: 6,75

poniedziałek, 27 sierpnia 2012
53. Ciechan Wyborne

piwo ciechan wyborne

BADANY OBIEKT: Ciechan Wyborne

FORMA: Butelka

CENA: 3,99 zł

Double D, wykorzystując swoje wielce wyrafinowane umiejętności manipulacji i perswazji (sowiecka stara szkoła przesłuchiwania zawsze zdaje egzamin), załatwił nam kilka wejściówek v.i.p na koncert jednego z najbardziej zjaranych ludzi, którzy kiedykolwiek stąpali po powierzchni naszej planety- Snoop Dogga, A.K.A Snoop Liona. Wiedzieliśmy od dziesięcioleci, że imć Calvin jest wielkim miłośnikiem zielonego suszu oraz ginu z sokiem, jednakże jego stosunek do wyrobów browarniczych pozostawał dla nas zagadką. Dlatego też zdecydowaliśmy się zabrać na backstage starannie wyselekcjonowany zestaw z oferty browarów Ciechan i Pinta. Po zakończonym koncercie, wyruchaniu wszystkich groupies na 666 sposobów oraz spaleniu kilku kilogramów najlepszego kalifornijskiego ziela, postanowiliśmy uzupełnić stracone kalorie obalając kilka butelek złocistego trunku. Koledzy z DPG (bo trzeba wiedzieć że wraz z Big Boss Doggiem do Krakowa zawitali także Daz i Kurupt) na początku trochę się krzywili, lecz perswazja D znów zadziałała bez zarzutu i cała ekipa z Long Beach postanowiła wesprzeć nas w badaniach nad smakiem tych wyrobów alkoholowych. Na pierwszy ogień poszedł Ciechan Wyborne, od długiego czasu jeden z naszych faworytów wśród rodzimych piw. Po przelaniu trunku do czar wykonanych z czaszek naszych oponentów, rozpoczęliśmy degustację. Chłopaków z LBC zachwycił złocisty kolor oraz słodkawo-chmielowy zapach Ciechana. Szczerze przyznali że piwa które pili do tej pory nie umywają się do tego. Smak również idealnie balansuje pomiędzy słodem i chmielem, gdzieś w tle wyczuwalna jest lekka goryczka. Wyrób piwowarów z Ciechanowa ma wszystko na swoim miejscu- smak i zapach są takie jak powinny być, piwo nie "siada" za mocno, w letni dzień można śmiało zakupić skrzynkę Wybornego i powoli wypić na polanie pod drzewem. Ekipa Snoopa zgodnie stwierdziła, że Ciechan jest sporo lepszy od wszystkich piw jakiekolwiek pili w ciągu swojej ponad dwudziestoletniej już kariery. Minusem jest słabo zaprojektowana etykieta, wyglądająca strasznie budżetowo i po prostu biednie. Po kilku butelkach afroamerykańska część naszego gangu nie podołała i zaliczyła efektownego zgona, toteż browary z Pinty musieliśmy wypić w drodze do domu (więc o tym kiedy indziej). Mimo to impreza była świetna, i zapraszamy całą ekipę ponownie.

OCENA: B-Mocne 8 D-8 DPG-10

PODSUMOWANIE: Ciechan to bardzo dobre piwo, i pomimo tego że ostatnio coraz częściej wychodzą słabe partie, to wciąż pozostaje w naszym panteonie piw regionalnych.

Bonus muzyczny:

 

czwartek, 09 sierpnia 2012
52. Sombreros piwo smakowe

sombreros piwo beer

BADANY OBIEKT: Sombreros

FORMA: Butelka

CENA: 2,99 zł

¡Buenos días amigos!

Nie przychodzi nam się nudzić po naszym odejściu z piekieł (średnie zarobki). Zaraz po spaleniu wioski wikingów (zgodnie z ich formułą - gwałcić², palić i rabować [przy czym jak widać, gwałciliśmy do potęgi"]) - tak, jednak Boss_B nie był w stanie im wybaczyć tego FAXE z poprzedniej notki... wyruszyliśmy do MEXICO by rozkoszować się smakiem tequili i opalać nasze umięśnione torsy na złocistych plażach, w otoczeniu pięknych latynosek! W obowiązkowym sombrero i z wąsem.

Przynajmniej tak miało to wyglądać... niestety LOT odmówił nam wejścia na pokład samolotu, tłumacząc się, że ręczna wyrzutnia RPG i amunicja do T-34 przewieszona przez ramię, nie mogą być traktowane jako bagaż podręczny. Gdy już staliśmy wśród  zgliszczy (byłego) portu lotniczego przyszła nam do głów myśl - stwórzmy sobie namiastkę MEXICO!

Co rusz popędziliśmy do najbliższego marketu. Desperados byłby świetnym pomysłem, ale zgodnie z naszą zasadą, która zobowiązuje nas do wyboru nigdy wcześniej nie pitego trunku, wybraliśmy jedną z wielu podróbek owego Desperadosa, którymi producenci chcą zastąpić drogie, markowe piwo na coś bliższego kieszeni i odruchom wymiotnym.

SOMBREROS !!!

(W tym miejscu MUSICIE [proszę] włączyć ten podkład muzyczny, bez niego nic nie jest takie samo).

El Jarabe Tapatio - The Mexican Hat Dance

http://www.youtube.com/watch?v=q-Rqdgna3Yw


Zachwyceni cudownym designem etykietki, zawierającym wszystko, co nowonarodzony Meksykanin otrzymuje od swojego ojca i czym opiekuje się do końca swoich dni – czyli kaktus. Brakuje jeszcze otyłego, niskiego wąsacza z sombrero na głowie, ujeżdżającym osiołka z tequilą i kawą w jukach. Ponoć browar Połczyn-Zdrój otrzymał specjalną nagrodę od Ministra Kultury, za niepowielanie i nierozpowszechnianie krzywdzących stereotypów na temat naszych meksykańskich braci.

Ale dość o tym, czas przejść do „PIWA”. Mój Boże, czuję się jak plugawy heretyk, albo gorzej nawet – jak abstynent! … nazywając te szczyny „piwem”. Zapach jeszcze nas nie zniechęcił, lekki zapach tequili, mimo wszystko jednak trąciło taniością.

Rzygaliście kiedyś? Czuliście ten smak w ustach? A po ostro zakrapianej imprezie, na której piliście tylko denaturat i przegryzaliście oponą od Stara? TO WŁAŚNIE TEN SMAK! Identyczny, ohydny, przywodzący na myśl leżenie we własnych rzygach pod stołem na weselu wujka Staszka. Słodkawy, przypominający najtańsze ruskie szampany. „Gorący smak Meksyku” – napisano na etykiecie. Raczej „Smak gorącego kału”. Boss B był nawet bliski złamania (caps/)NAJŚWIĘTSZEGO KODEKSU ALKOHOLIKÓW(/caps) i wylania tego „trunku” w glebę. Byłaby to katorga dla poległych ziomków, dlatego nie uczynił tego. Jak stwierdził, mimo wszystko: „wolałbym pić benzynę”, (uwierzcie, to lepszy pomysł – w końcu to nawet podobny przedział cenowy).

PODSUMOWANIE: Ledwie zdzierżyłem. Boss niedawno był na diecie denaturatowej, więc zaszkodziła mu zmiana trunku na gorszy. TRZYMAJCIE SIĘ Z DALEKA, za tą kasę możecie dostać o niebo lepszy browar.

 

OCENA: B-1,5 D-2,5 Ogółem: 2



¡Buenas noches!

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7