RSS
sobota, 11 lutego 2012
50. Hollandia

BADANY OBIEKT: Hollandia

FORMA: Butelka

CENA: 5,89 zł

No proszę, w końcu na blogu pojawia się notka o Hollandii, spóźniona tylko o jakieś pół roku! Niektórzy mogliby powiedzieć że pół roku to dużo, ale nie dajcie się zmylić! Niektóre notki na naszym arcypopularnym blogu, który w niezwykle krótkim czasie stał się wyrocznią najpotężniejszych światowych przywódców, bywają spóźnione nawet o rok. Rekordzistą jest bodajże Koźlak z browaru Amber, którego opis zacząłem klecić jakoś w listopadzie 2010. Od tego czasu koncepcja przez cały czas się zmieniała, w obecnym stadium opowieść o Koźlaku ma zostać nakręcona przez Davida Finchera, a w głównych rolach widzimy Zacha Galifianakisa (Boss B) i Ryana Goslinga (Double D). Fabuły na razie nie zdradzimy, mogę tylko ujawnić że film będzie kryminałem w stylu Noir z elementami horroru opartymi na mitologii stworzonej przez H.P. Lovecrafta. Ale z gadaniem na temat tego dzieła kinematografii poczekajmy do premiery (planujemy na lipiec 2013, ale Amerykańska Akademia Filmowa już chce wręczyć nam Oscary za fabułę i efekty specjalne) i napiszmy kilka słów na temat piwa. Butelki zawierające tego złocistego lagera znalazły się w naszym posiadaniu gdy prowadziliśmy negocjacje z Robertem Downeyem Jr. Niestety stwierdził że nie jest godzien zagrać mojej postaci w naszym filmie, lecz w ramach przeprosin zaproponował degustację piwa, na co zgodziliśmy się z wielką ochotą. Spodziewaliśmy się lipy, jednak o dziwo Hollandia zaskoczyła nas z początku miłym, owocowo-chmielowym zapachem, a następnie zachwyciła odpowiednio zbalansowaną goryczką z wyczuwalnym gdzieś w tle lekko cytrynowym smakiem. Rob stwierdził że w tej materii przypomina nieco Desperadosa, i był gotów przysiąc, że zapachniało mu najczystszym ziołem z naszej wspomnianej już kiedyś plantacji. Spodobało mu się także spore nagazowanie testowanego trunku.

OCENA: DD & BB- 7 RDJ-8

PODSUMOWANIE: Dobre, lekkie piwo na upalne wakacyjne dni. Idealnie gasi pragnienie. Może jest trochę rozwodnione, ale po hardkorowej imprezie żadnemu z naszej Świętej Trójcy to nie przeszkadzało- wręcz przeciwnie, Hollandia działała kojąco na wszelkie objawy przedawkowania alkoholu.

piątek, 10 lutego 2012
49. Bernard Světlý Ležák

piwo czeskie niepasteryzowane bernard

BADANY OBIEKT: Bernard Světlý Ležák

FORMA: Butelka

CENA: 4,99 zł

Dziś obiektem naszych niecnych i okrutnych eksperymentów stał się Bernard Světlý Ležák, piwo pochodzące z dobrze znanego wśród naszych południowych sąsiadów (natomiast u nas Bernard jest właściwie anonimowy...) browaru w Humpolcu. Opisywany tutaj szlachetny napitek o zawartości alkoholu 4,7% (ostatnio miałem przyjemność pić  wersję Bernarda i podeszła mi zdecydowanie bardziej) od początku swego istnienia na czarny... to znaczy się czeskim rynku zdobył jakiś gazylion nagród, więc byliśmy nastawieni na wyjątkowe i niezapomniane przeżycia smakowe. Rzeczywistość okazała się nieco odmienna od naszych wygórowanych oczekiwań, ale w sumie i tak jest całkiem w porządku. Na butelce producent chwali się oczywiście przywiązaniem do tradycji i rękodzielniczą produkcją, (to zawsze brzmi źle...) oraz wieloletnim doświadczeniem w warzeniu doskonałych i niepowtarzalnych piw. DD stwierdził że kształt butelki jest zupełnie do dupy, gdyż nie da się jej otworzyć jego mistycznymi metodami, których od dziecka uczył się w sekretnym klasztorze ukrytym w niedostępnych i tajemniczych jaskiniach Nepalu. Kiedy D uporał się już z kapslami, okazało się że woń Bernarda jest niestety słaba i bezbarwna, w przeciwieństwie do smaku- mocno chmielowa goryczka przypadła nam do gustu, lecz D zauważył słusznie że piwo jest nieco "za lekkie". Gorzki smak pozostaje w ustach na krótko, co dla mnie jest ewidentnym minusem. D oczywiście się cieszył, ale on jest głupi, więc jego opinia nie powinna mieć dla kogokolwiek żadnego znaczenia.

OCENA: 100% synchronizacji- wystawiliśmy po 6.

PODSUMOWANIE: Takie sobie, nie wyróżniające się niczym szczególnym (oprócz tej chujowej butelki) czeskie piwo. Pijaliśmy już wiele lepszych, stąd ocena.

czwartek, 09 lutego 2012
48. Leżajsk Niepasteryzowane

BADANY OBIEKT: Leżajsk Niepasteryzowane

FORMA: Butelka

CENA: 2,29

No i znowu niepasteryzowane. O co biega? Nagle w ciągu jednego roku wszystkie możliwe koncerny browarnicze zauważyły, że niepasteryzowane piwo z małych browarów jest popularne i dostrzegły w tym żyłę złota? Nasza teoria jest zgoła inna- mamy dowody na to, że rząd stanów zjednoczonych w kolaboracji z Reptilianami * i Hitlerem **, pod przykrywką produkowania niepasteryzowanych piw, wprowadza w życie plan dominacji nad ziemią! Zamierzają to zrobić m.in. za pomocą fal radiowych kontrolujących poczynania istot ludzkich! Co do tego mają te wszystkie piwa? Chętnie bym napisał, ale ta kryjówka jest już spalona, a oddziały szturmowe FBI właśnie wyważają bramę na podwórze, więc muszę się streszczać (jeszcze tyle dokumentów do spalenia...). Czym prędzej przejdźmy więc do opisu piwa (no proszę, mam jeszcze trochę czasu, gdyż claymore postawiony w strategicznym punkcie spełnił swe zadanie). Tym razem po odpieczętowaniu z butelki uwolnił się średnio przyjemny zapach denaturatu, chociaż dla piw "biedronkowych" to w sumie norma. Zrażeni nieco wonią wypełniającą nasze nozdrza, postanowiliśmy obejrzeć butelki. Z etykiety dowiedzieliśmy się oczywiście, że Leżajsk Niepasteryzowane warzone jest tradycyjnymi sposobami, zgodnie z wielowiebla, bla, bla, bla, i tym podobne bzdety. W smaku jest dokładnie tak jak się spodziewaliśmy- Leżajsk jest raczej nijaki, ale rzecz jasna z mocnym alkoholowym posmakiem. W sumie niewiele różni się od Kenigera. Mieliśmy nielichy problem z dopiciem tego do końca. Piwo zapamiętamy jako niegodne zapamiętania.

OCENA: D-3,5 B-3

PODSUMOWANIE: Słabo. Napisałbym więcej ale są już za drzwiami.

*- W końcu znam odpowiedź na pytanie zadane w notce o Kasztelanie, na dodatek odpowiedź uzyskałem w trakcie badań nad innym piwem "niepasteryzowanym". Przypadek? Nie sądzę...

**- Hitler przed zakończeniem wojny udał się na ciemną stronę księżyca, gdzie przy pomocy zaawansowanej kriogeniki spowolnił proces starzenia i teraz powraca by podbić świat. Ale to raczej wszyscy wiedzą...

piątek, 06 stycznia 2012
47. San Miguel

san miguel piwo beer

BADANY OBIEKT: San Miguel Especial

FORMA: Butelka litrowa

CENA: 9.99 zł

Fale rozbryzgiwały się z werwą o burtę, próbując wywrócić rwący w przód okręt. Po pokładzie kręcili się marynarze i okazjonalnie żołnierze, a przy dziobie stali dwaj konkwistadorzy i obserwowali bezkres oceanu. Podróż trwała już rok, zaczynały im doskwierać braki zaopatrzeniowe – rum się kończył. Czasem atakowali ich piraci i wtedy wraz z załogą wciągali ich w imprezy, na których alkohol lał się strumieniami. Piraci ledwie trafiali później na własny okręt. Niektórych w pijackim amoku wystrzeliwało się z dział w stronę ich okrętu. Co bardziej innowacyjni marynarze już starali się destylować alkohol z pożywienia i konkwistadorzy szczerze życzyli im powodzenia – jeśli to się nie uda, czeka ich bunt na pokładzie. Im szybciej znajdą ląd, tym lepiej. Tym czasem musieli przeć do przodu i mieć nadzieję - w końcu prowadził ich szczytny cel.

statek okręt

Nagle z bocianiego gniazda rozległ się entuzjastyczny krzyk:

- Ląąąąd! Widzę ląd !

Za kilka minut również i z pokładu można było ujrzeć odległy pas zieleni. Załoga radośnie krzyczała i tańczyła, lały się ostatki rumu. Statek sunął skosem po falach ku suchej ziemi.

Kilka godzin później dna szalup zaszurały o piasek i na ląd wyszli ludzie, pierwszy raz od dwunastu miesięcy. Nie było czasu do stracenia. Marynarze rozbijali obóz na plaży, a tymczasem dwaj konkwistadorzy zebrali swych żołnierzy w szyk i wyruszyli w głąb nieznanej puszczy.

Nie musieli maszerować długo. Szybko natchnęli się na wioskę dzikich. Była otoczona wysoką palisadą, jednak nie na tyle wysoką, by nie móc zobaczyć szczytu ogromnej, złotej statuy w kształcie butelki.

Nagle bramy się rozwarły i ze środka wylały się na nich dziesiątki uzbrojonych we włócznie wojowników, krzyczących w bitewnym szale.

- Oddział! Strzelać!

Huk rozniósł się po całej okolicy. Wielu dzikich upadło, próbując wepchnąć swoje wnętrzności z powrotem do środka ciała. Reszta, zbryzgana krwią, zatrzymała się z przerażeniem w oczach. Z wioski wyszedł niski, starszy mężczyzna, cały pokryty tatuażami i z kosturem w ręku.

- Oddział! Ładować broń!

Starszy mężczyzna krzyknął coś, co mogło być tylko rozkazem. Wojownicy rzucili się do ucieczki.

- Oddział! Wstrzymać się! Maszerujemy!

Żołnierze posłusznie ruszyli z konkwistadorami na czele. Starzec wyszedł naprzeciw im.

- Witajcie najeźdźcy – warknął

Konkwistadorzy spojrzeli po sobie z zaskoczeniem. Starzec znał ich język

- Dawno temu był tu polski misjonarz. Bardzo smaczny, nasycony alkoholem. Zanim go upiekliśmy nauczył mnie waszego języka – wyjaśnił

- To bardzo ciekawe, ale nie przyszliśmy tu po historyjki poczciwy panie

- Jesteście kolejnymi głupcami, którzy chcą nam odebrać nasze złoto!

Krzysztof i Dawid ponownie wymienili, tym razem jeszcze bardziej zaskoczone spojrzenia.

- Co? Złoto? Oszalałeś? Nie przyjechaliśmy po żadne złoto

- No, chyba że w płynie

- Wiemy co skrywasz starcze za tą drewnianą palisadą. Prawdziwy, złoty trunek!

Mężczyzna naprężył się jak struna i zbladł.

- O nie… odkryli nasz sekret… nie dostaniecie naszego piwa z Filipin! – niespodziewanie uderzył kosturem w ziemię. Błysnęło światło, coś trzasnęło i nagle starzec zniknął w fioletowym dymie.

- Krzysztofie…

- Tak, Dawidzie?

- Znaleźliśmy to. Wreszcie.

- W rzeczy samej. Oddział! Marsz!

Równe rzędy żołnierzy z muszkietami na ramionach ruszyły przed siebie. Już byli blisko, gdy starzec znów się pojawił. Jego oczy świeciły, dłonie pokryły się płomieniami. Przemówił, a słowa rozbrzmiewały jak krzyk tysiąca zmarłych:

„ANG IYONG INA AY KAYA MAKAPAL NA AY MAY SARILING ZIP CODE”

Zatrzymali się w miejscu i z przerażeniem obserwowali, jak poziom gruntu podnosi się. Nagle gruzy ziemi rozbryzgały się wokół i z czeluści podziemi wychynęła głowa okropnej bestii. Szereg długich jak człowiek kłów , czerwone ślepia i odsłonięty, oślizgły mózg – tak właśnie wyglądała.

- Pradawna istoto! – krzyknął starzec – zniszcz naszych wrogów!

Bestia wyrwała ramię z ziemi i gruchnęła łapą w zaskoczonych żołnierzy. Ich zwłoki pofrunęły w powietrze i uderzyły o drzewa, łamiąc je.

- Oddział! Strzelać! – krzyknął konkwistador Dawid i sam oddał strzał. Pociski nie robiły wrażenia na pradawnej istocie, zostawiały zaledwie ślady na jej pancerzu. Bestia wyswobodziła drugą łapę i bezlitośnie posyłała ciała żołnierzy w powietrze.

- Boże, tylko cud może nas uratować – jęknął Krzysztof, po czym przypomniał sobie, że przecież jest ateistą.

Nagle niebiosa rozstąpiły się.  

Oślepiające płomienie oblały nieboskłon i ziemię.

I z nieba stąpił Archanioł.

Jego ognisty miecz uderzył w pradawną bestię, a ta syknęła przeraźliwie i ze skowytem wskoczyła z powrotem do ziemi. Schowała się niemal całkowicie, jedynie oślizgły mózg wystawał ponad powierzchnię.

Osłupiali konkwistadorzy obserwowali, jak Archanioł opada w blasku tuż przed nimi.

- Poszukiwacze najmilszego Bogu trunku, witajcie. Przybyłem, albowiem przyrzekłem chronić każdego, kto prowadzi szlachetną misję poszukiwania nowych browarów.

- Witaj Archaniele, dzięki za pomoc

- To nie koniec waszej misji. Sami musicie pokonać bestię i zdobyć piwo. Zdradzę wam jednak część wielkiej tajemnicy. Wiele lat temu, na te ziemie przybyli Hiszpanie. Ukradli oni sekret ważenia filipińskiego piwa i dziś w Barcelonie warzy się piwo, które na moją część nazwano San Miguel, gdyż i im pomagałem przezwyciężyć pradawną istotę.

- San Miguel? Czyli…  Święty Michał, archanioł?

- To ja. Podaruję wam teraz święty artefakt, za pomocą którego pokonacie bestie i dokonacie swego przeznaczenia

Tak powiedziawszy, przekazał im butelkę piwa.

san miguel piwo beer

- A teraz muszę was pożegnać. Czeka was wielka chwała i przyszłość. Wasza misja jest istotna dla dalszego istnienia świata. Odnajdźcie wszystkie browary, a uratujecie Ziemię.

- Nie spoczniemy, Archaniele. Swoją drogą, powiedz Bogu żeby się nie gniewał o tą tacę, co ją zwinęliśmy kiedyś w kościele

- Co kupiliście za te pieniądze?

- Alkohol ma się rozumieć

- Tak więc Bóg się cieszy że z pożytkiem je wydaliście, ku chwale jego. Nie wiem, czy wiecie, ale gdy wylewacie trochę alkoholu „za poległych ziomków” napełnia się puchar Jezusa, a Bóg dba o syna.

- Azaliż ciekawe.

- Jezus pragnie podziękować, że raz wylaliście wodę mineralną. Wreszcie mógł się napić czegoś innego niż alkohol

- Nie ma sprawy, pozdrów go

- Aha, zapomniałbym. To kosztuje 9.99 złotych

- Co? Chyba żartujesz!?

- Sam musiałem kupić to w sklepie, więc oddajcie mi kasę. Cieszcie się, bo puszka półlitrowa kosztowała sześć, a litrowa butelka dziesięć, więc zaoszczędziłem dla was dwa złote

Dawid wyciągnął dychę i podał Świętemu Michałowi

- Będę winny grosika! – powiedział Archanioł, po czym zniknął.

Spojrzeli na butelkę. Przypominała butlę oliwy z oliwek, lub taniego winiacza. Odkręcili i poczuli przyjemną woń piwa. Gdy napili się, odczuli gorzki, dobry smak. Goryczka bardzo dobrze wyważona – nie jest jej ani za mało, ani za dużo. Piwo było dobre, choć nieszczególnie wyróżniające się pod jakimś względem. Lekkie i przez to bardzo orzeźwiające. Być może nawet nieco zbyt lekkie, mimo wyczuwanej goryczy. Brakowało mu nieco głębi smaku, czegoś co wyróżniałoby je ponad inne. Mimo wszystko przyjemność picia z litrowej butelki i dobry smak przeważył i dwaj konkwistadorzy z radością obalili butelkę – pamiętając przy tym, by wylać nieco dla poległych ziomków, w tym jak się okazało – dla Jezusa. To było pierwsze hiszpańskie piwo, które konkwistadorzy mieli okazję pić. Nie zawiodło ich.

Czując przypływ mocy, Dawid pochwycił butelkę i podbiegł do schowanej w ziemi bestii. Zamachnął się i z całej sił rzucił. Po uderzeniu w mózg pradawnej istoty butelka zdematerializowała się. Potwór zasyczał i zakopał się na powrót w ziemi, tym razem całkowicie.

Konkwistadorzy wmaszerowali na czele armii do wioski dzikich i przejęli bezcenne zapasy browarów.

Zaraz po tym kazali otworzyć część zapasów i urządzili wraz z ludźmi z plemienia taką imprezę, że do dziś potomkowie tych ludzi rodzą się i są przez całe życie pijani.



OCENA: 6,5

(Double D - 6, a Boss_B - 7)

 

PODSUMOWANIE: Piwo jest dobre i warte spróbowania, ale niestety za tą cenę można dostać lepsze piwo, choćby też świetnie orzeźwiającego Greenera Bio-up. Ale gdybyście się wybrali do Hiszpanii, to pijcie śmiało, kosztuje tam około 1 euro.

 

czwartek, 29 grudnia 2011
46. Lubuskie Jasne

BADANY OBIEKT: Lubuskie Jasne

FORMA: Butelka

CENA: 3,99 zł

Po kilku haustach tego złotego napoju warzonego w Witnicy (okazuje się że to zaledwie 20 kilometrów od Kostrzyna, można się wybrać po najbliższym Woodstocku i zbadać cały asortyment tego browaru...) Double D zaintonował skądinąd znaną mi melodię, i zaczął śpiewać: "Dziwny jest teeen smak, gdzie jeszcze wciąż, mieści się tyle słodu. I dziwne jest to, że od tylu lat, browarem, gardzi człowiek". Smak Lubuskiego jest iście ciekawy, chyba pierwszy raz piliśmy piwo w taki sposób łączące słody z aromatem zbóż i wyczuwalną gdzieś w tle goryczką. To że smak jest unikalny, niestety nie oznacza wcale że piwo jest świetne. Lubuskie jest mocno za słodkie, gorycz chmielowa ukryta gdzieś na dnie butelki niestety słabo wyczuwalna, a to nie jest coś co lubimy najbardziej (najbardziej lubimy ludzkie serca z frytkami i krew dzieci do popicia. Jeśli widzieliście u siebie na osiedlu starą, czarną wołgę, lepiej miejcie się na baczności, gdyż drużyna WŻN patroluje ulice w poszukiwaniu waszych pociech). Zacząłem od opisu smaku, zapominając o tym że zapach wydobywający się z butelki z początku przypominał delikatną woń rzadkiego kału. Na szczęście potem ten uroczy aromat się ulotnił, i nie musieliśmy przeżywać katuszy aż do zakończenia degustacji. Ja ostatecznie uznałem Lubuskie za całkiem niezłe piwo, a D podobnie jak z Porterem z Żywca narzekał do samego końca, twierdził nawet że wśród wszystkich tych smaków i aromatów wyczuwa zapach tytoniu (co kurwa?). Ale zamiast nastolatek on woli ruchać zwłoki, więc ogólnie jest jakiś dziwny.

OCENA: B-6 D-4 Ogółem: 5

PODSUMOWANIE: Dla mnie spoko, Double D zapewne będzie oponował. Najlepiej rzecz jasna spróbować samemu. Mówię oczywiście o ruchaniu nastolatek, o piwie wszystko zostało już napisane wyżej.

środa, 28 grudnia 2011
45. Żywiec Porter

piwo żywiec porter ciemne

BADANY OBIEKT: Żywiec Porter

FORMA: Butelka

CENA: 4,80 zł

Podczas naszej ostatniej partyzanckiej akcji, mającej na celu zdobycie nowego materiału do badań, naszym łupem padły skrzynie zawierające m.in. Żywieckiego Portera. Mimo że nasze dotychczasowe doświadczenia z polskimi porterami nie należały do najprzyjemniejszych, zobowiązani Świętym Kodeksem ochoczo sięgnęliśmy po butelki wypełnione po brzegi czarną jak piekło i mocną jak Szatan (9,5% !!!) cieczą. Już po pierwszym łyku D stwierdził że piwo jest niedobre i najchętniej wylałby całą butelkę (oczywiście ku chwale naszych poległych towarzyszy broni) wzbogacając glebę w cenne minerały, lecz kiedy przypomniałem mu o konsekwencjach jakie niósłby ze sobą ten wielce haniebny czyn, postanowił dopić do końca, bez względu na zaistniałe po drodze okoliczności. Co konkretnie nie podeszło Double D? Ano, karmelowy słód, spora goryczka i wyraźny (bardzo!) aromat palonych ziaren to smak który znajduje się tysiące lat świetlnych od ideału wyznawanego przez mojego czcigodnego towarzysza. Ja natomiast byłem pozytywnie zaskoczony- nowy dizajn butelki jest świetny, a wszechobecna czerń przypominała mi naszego Niesławnego Czarnego Pana, Sithisa. Ponadto, jak na portera pochodzącego z kraju Piastów smakował elegancko, przynajmniej z początku tak mi się wydawało. Potem zaczęła przeszkadzać mi coraz mocniej wyczuwalna woń alkoholu,  który pod koniec konsumpcji prawie całkowicie przesłonił inne aromaty i tym samym obrzydził mi smak portera z Żywca (a tak właściwie to z Cieszyna). Podczas gdy ja kontemplowałem nad właściwą oceną, D przez cały czas narzekał na gorzko-palony smak tego trunku.

OCENA: BB-6 DD-3

PODSUMOWANIE: "Wolałbym napić się Kenigera niż tego portera" te słowa D w pełni obrazują wielką sympatię i umiłowanie jakimi obdarzył to piwo. Jak dla mnie tym tekstem przegiął ostro, no ale cóż, miał do tego pełne prawo. Ja nie byłem tak surowy i produkt Żywca dużo bardziej przypadł mi do gustu.

PS: Żartowałem, D wkurwił mnie tym tekstem niesamowicie, więc w ramach sylwestrowej niespodzianki zainstalowałem w jego mieszkaniu kilka zgrabnych paczuszek zawierających po kilka kilo semtexu i c4. Mam nadzieję że nie wejdzie na bloga do sylwestra, bo inaczej noworoczny surprise spali na panewce.

sobota, 24 grudnia 2011
44. Hammer

BADANY OBIEKT: Hammer

FORMA: Butelka

Cena: 1,85 zł

"Don't try to see, don't try to hide, believe me, the Hammer's gonna make you die"

- Lemmy Kilmister ,wers pochodzący z utworu na cześć piwa "Hammer".

Jak widać opisywany dziś trunek był znany pijakom i żulom już wieki temu, stał się nawet motywem przewodnim piosenki "The Hammer" pochodzącej z wydanego w 1980 roku, kultowego dziś albumu "Ace of Spades", z bogatej dyskografii jednej z najbardziej alkoholicznych grup w historii muzyki- Motörhead. Piwo to miało też wkład w kulturę hip-hopu lat 90-tych, albowiem swój pseudonim artystyczny zaczerpnął od "Hammera" pewien amerykański MC, który w tamtym czasie okupował szczyty list przebojów i twierdził że jest "too legit to quit". Ale historię muzyki rozrywkowej odstawmy na bok, i przejdźmy do opisu niesamowitych walorów smakowych tego flagowego produktu Zakładów Piwowarskich Głubczyce. Kiedy udało się nam zdobyć kilka butelek tego legendarnego napoju, nie robiliśmy sobie nadziei- kosztuje on bowiem 1.85 zł, więc nie trzeba posiadać zdolności dedukcji na poziomie Sherlocka Holmesa, aby stwierdzić że szanse na dobry smak w tym przypadku są nikłe. Nasze przypuszczenia okazały się trafne- zapach mydła i trocin od razu ujawnia z czym mamy tutaj do czynienia, a aromat alkoholu etylowego sprawia że żołądek skręca się i wywraca na drugą stronę. O dziwo po kilku łykach okazało się, że da się to pić bez obaw o stan swoich organów wewnętrznych, lecz w większych dawkach "Głubczycki Młot" (niezła nazwa, nie?) strasznie muli. Gazu właściwie nie stwierdzono. Aha, jeszcze jedna uwaga co do jego mocy- "niby mocne, a tu chuj".

OCENA BB-3 DD-4 Ogółem-3.5

PODSUMOWANIE: Słabo. Spirytusowa woń odrzuca i sprawia, że jak najszybciej chcesz zapomnieć o Hammerze. Liczyłem że będzie choć trochę lepsze...

PS: Jedyny prawdziwy mesjasz, idol wszystkich alkoholików i degeneratów- Lemmy, obchodzi dziś 66 urodziny! Z tej okazji najebcie się jak szmaty, i nie zapomnijcie oddać paru haftów ku jego chwale! Ave!

P(roton)S(ynchrotron)2: W ramach bonusu tło dźwiękowe do notki w postaci dwóch wspomnianych w niej kawałków:

 

43. Bosman

BADANY OBIEKT: Bosman Specjal

piwo bosman

FORMA: Butelka

CENA: 2.79 zł

 

Nie ma to jak płody.

 

OCENA: 7,5

 

PODSUMOWANIE: Wertując pradawne księgi Niewidocznego Uniwersytetu natknęliśmy się na nasze prehistoryczne zapiski na temat piwa Bosman. Jedyne co było zapisane to cena, ocena i ten piękny komentarz który widzicie powyżej. Gratulujemy Bossowi B za wypowiedzenie (teraz już) nieśmiertelnego hasła! Dziękujemy!

PS. Piwo jest wyśmienite, co mówi nam już sama ocena, wyjątkowo wysoka.

 

 



00:37, double_d
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 grudnia 2011
42. Staropramen Prague

BADANY OBIEKT: Staropramen Prague Premium Beer

staropramen piwo

FORMA: Butelka

CENA: 4.79 zł

Witajcie w przybytku swego Pana, albowiem Double D powrócił ze świeżą ofiarą! Wczorajszy dzień miał być smutnym dniem, gdyż w mych żyłach płynęła niebezpiecznie mała ilość procentów - jak powszechnie wiadomo, rzeczywistość to stan niedoboru alkoholu we krwi, a wtedy robię się niebezpieczny dla otoczenia. Szczerze zazdrościłem Bossowi B jego podróży do Centrum Imperium, gdzie miał oddać się totalnemu zeszmacaniu. Niestety dla niego, na imprezie było zbyt mało koksu i dziwek, więc Boss starając się ratować swój dzień podjął jedyną słuszną decyzję - opuszczenie słabej imprezy i wybranie się na nowy browar z Double D. Wybór padł na Staropramen, piwo prosto z czeskiej Pragi, którego nazwa kojarzy się nieco z klejem do butów albo tabletkami przeciw biegunce. Staropramen to także nazwa browaru, który jest drugim największym w Czechach. Co ciekawe, produkują także piwo Velvet ("miękki jak aksamit").  Po wspięciu się na szczyt Olimpu i ogarnięciu spojrzeniem podległego nam świata i oddanej nam armii sięgającej aż po horyzont, a także zlokalizowaniu i zabiciu Człowieka Traszki czającego się na nas na pobliskim drzewie, otworzyliśmy piwo i skosztowaliśmy. Do ust wlała nam się iście niebiańska ciecz, odpowiednio gorzka i idealnie nagazowana. Jest bardzo orzeźwiająca (istotna sprawa przy tych upalnych -5 stopniach przy których degustowaliśmy trunek) i świetnie gasi pragnienie. Zostawia przyjemny, smaczny posmak piwny w ustach. Naprawdę byłem zaskoczony. Ten trunek może spokojnie konkurować z wiodącymi piwami na rynku polskim, takimi jak Tyskie czy Lech. Boss B zwrócił nawet uwagę, że Staropramen jest lepszy od Kasztelana - który przecież należy do Panteonu Browarów które spożywamy często i do których wciąż wracamy. Piwo idealne do posiłków, takich jak kromki chleba, które pochłanialiśmy wraz z browarem. Ostatnio kupowaliśmy same złociste trunki z górnych półek, nie stać więc nas na jedzenie. Prosimy o datki na nasze konto, lub wysyłanie sms o treści NIENAWIDZĘ CIĘ NIE WRÓCĘ JUŻ NIGDY DO DOMU na numer Twojej matki. Dziękujemy za pomoc.

 

OCENA: 7,25

(Double D - będąc pozytywnie zaskoczony wystawiam 7,5, co rzadko się zdarza. Boss B - również pozytywnie zaskoczony daje 7)

 

PODSUMOWANIE: Jeśli doskwiera wam nieprzyjemna ciężkość portfela to: A) wysyłajcie kasę na to nasze konto B) kupcie Staropramena, bo naprawdę warto! A na koniec - reklama piwa, na czas kręcenia której zamknięto słynny Most Karola, co od 700 lat zdarzyło się dopiero po raz drugi.



niedziela, 18 grudnia 2011
41. Krusovice Imperial

BADANY OBIEKT: Krusovice Imperial

FORMA: Butelka

CENA: 3,99 zł

Tadamm! Witajcie dzieci, znów nastał ten dzień, właśnie dziś będziecie mogły zobaczyć kolejny odcinek waszego ulubionego teatrzyku! Gotowi? A zatem usiądźcie wygodnie, i posłuchajcie mej opowieści... Dobra, jebać to, nie chce mi się znowu wymyślać jakiejś chujowizny. Dziś będzie krótko, zwięźle i jak zwykle nie na temat. Ostatnio w nasze brudne łapy wpadło piwo pochodzące z krainy knedliczków i wojaka Szwejka, czyli rzecz jasna z Kambodży. W testowaniu tego zacnego trunku wspomagały nas dwie osoby których personaliów ani pseudonimów niestety nie mogę zdradzić, gdyż są one objęte programem ochrony alkoholików W.Ż.N. Ale przejdźmy do meritum sprawy, czyli do złotego napoju o wdzięcznej nazwie Krusovice Imperial. Niestety okazało się że nasze ukochane Imperium Galaktyczne (Empire poppin', Rebels droppin' bitch! That's 4 life ya filthy rebel scums! Real talk...) nie ma z tym piwem nic wspólnego. Mimo że Lord Vader nie brał czynnego udziału w warzeniu Imperiala, okazało się że to całkiem dobre piwo, a i moc jest w nim silna (natomiast po wypiciu go mocz był w nas wyjątkowo silny). Już sam zapach zapowiadał coś dobrego, był całkiem intensywny i chmielowy, pięknego aromatu spirolu właściwie nie uświadczono. Pierwszy łyk wywołał błogi uśmiech na mojej zarośniętej mordzie- odpowiednio nagazowane i na dodatek z mocną goryczką- tego mi było trzeba. Niestety D nie podzielał naszego (bo naszym gościom też Imperial posmakował) wielkiego entuzjazmu, stwierdził że piwo jest za gorzkie i w tle czuć alkohol. Niestety, po paru chwilach smak stał się bardziej alkoholowy niż na początku i nieco zasmucony musiałem się z nim zgodzić. Jednak wiedziony impulsem i pierwszym wrażeniem wystawiłem dość wysoką ocenę, D natomiast uznał że piwo to nadaje się raczej do dolnej strefy stanów średnich naszej dziwnej skali.

OCENA: Ja-7 D-4 Ogółem 5.5

PODSUMOWANIE: Ja może powrócę (choć ta cena za taki smak to nieco za wysoko), D najpewniej uczcił ten czeski specjał minutą ciszy i butelką Jacka Daniels'a, co pozwoliło mu na zawsze zapomnieć o Imperialu.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6