RSS
piątek, 06 stycznia 2012
47. San Miguel

san miguel piwo beer

BADANY OBIEKT: San Miguel Especial

FORMA: Butelka litrowa

CENA: 9.99 zł

Fale rozbryzgiwały się z werwą o burtę, próbując wywrócić rwący w przód okręt. Po pokładzie kręcili się marynarze i okazjonalnie żołnierze, a przy dziobie stali dwaj konkwistadorzy i obserwowali bezkres oceanu. Podróż trwała już rok, zaczynały im doskwierać braki zaopatrzeniowe – rum się kończył. Czasem atakowali ich piraci i wtedy wraz z załogą wciągali ich w imprezy, na których alkohol lał się strumieniami. Piraci ledwie trafiali później na własny okręt. Niektórych w pijackim amoku wystrzeliwało się z dział w stronę ich okrętu. Co bardziej innowacyjni marynarze już starali się destylować alkohol z pożywienia i konkwistadorzy szczerze życzyli im powodzenia – jeśli to się nie uda, czeka ich bunt na pokładzie. Im szybciej znajdą ląd, tym lepiej. Tym czasem musieli przeć do przodu i mieć nadzieję - w końcu prowadził ich szczytny cel.

statek okręt

Nagle z bocianiego gniazda rozległ się entuzjastyczny krzyk:

- Ląąąąd! Widzę ląd !

Za kilka minut również i z pokładu można było ujrzeć odległy pas zieleni. Załoga radośnie krzyczała i tańczyła, lały się ostatki rumu. Statek sunął skosem po falach ku suchej ziemi.

Kilka godzin później dna szalup zaszurały o piasek i na ląd wyszli ludzie, pierwszy raz od dwunastu miesięcy. Nie było czasu do stracenia. Marynarze rozbijali obóz na plaży, a tymczasem dwaj konkwistadorzy zebrali swych żołnierzy w szyk i wyruszyli w głąb nieznanej puszczy.

Nie musieli maszerować długo. Szybko natchnęli się na wioskę dzikich. Była otoczona wysoką palisadą, jednak nie na tyle wysoką, by nie móc zobaczyć szczytu ogromnej, złotej statuy w kształcie butelki.

Nagle bramy się rozwarły i ze środka wylały się na nich dziesiątki uzbrojonych we włócznie wojowników, krzyczących w bitewnym szale.

- Oddział! Strzelać!

Huk rozniósł się po całej okolicy. Wielu dzikich upadło, próbując wepchnąć swoje wnętrzności z powrotem do środka ciała. Reszta, zbryzgana krwią, zatrzymała się z przerażeniem w oczach. Z wioski wyszedł niski, starszy mężczyzna, cały pokryty tatuażami i z kosturem w ręku.

- Oddział! Ładować broń!

Starszy mężczyzna krzyknął coś, co mogło być tylko rozkazem. Wojownicy rzucili się do ucieczki.

- Oddział! Wstrzymać się! Maszerujemy!

Żołnierze posłusznie ruszyli z konkwistadorami na czele. Starzec wyszedł naprzeciw im.

- Witajcie najeźdźcy – warknął

Konkwistadorzy spojrzeli po sobie z zaskoczeniem. Starzec znał ich język

- Dawno temu był tu polski misjonarz. Bardzo smaczny, nasycony alkoholem. Zanim go upiekliśmy nauczył mnie waszego języka – wyjaśnił

- To bardzo ciekawe, ale nie przyszliśmy tu po historyjki poczciwy panie

- Jesteście kolejnymi głupcami, którzy chcą nam odebrać nasze złoto!

Krzysztof i Dawid ponownie wymienili, tym razem jeszcze bardziej zaskoczone spojrzenia.

- Co? Złoto? Oszalałeś? Nie przyjechaliśmy po żadne złoto

- No, chyba że w płynie

- Wiemy co skrywasz starcze za tą drewnianą palisadą. Prawdziwy, złoty trunek!

Mężczyzna naprężył się jak struna i zbladł.

- O nie… odkryli nasz sekret… nie dostaniecie naszego piwa z Filipin! – niespodziewanie uderzył kosturem w ziemię. Błysnęło światło, coś trzasnęło i nagle starzec zniknął w fioletowym dymie.

- Krzysztofie…

- Tak, Dawidzie?

- Znaleźliśmy to. Wreszcie.

- W rzeczy samej. Oddział! Marsz!

Równe rzędy żołnierzy z muszkietami na ramionach ruszyły przed siebie. Już byli blisko, gdy starzec znów się pojawił. Jego oczy świeciły, dłonie pokryły się płomieniami. Przemówił, a słowa rozbrzmiewały jak krzyk tysiąca zmarłych:

„ANG IYONG INA AY KAYA MAKAPAL NA AY MAY SARILING ZIP CODE”

Zatrzymali się w miejscu i z przerażeniem obserwowali, jak poziom gruntu podnosi się. Nagle gruzy ziemi rozbryzgały się wokół i z czeluści podziemi wychynęła głowa okropnej bestii. Szereg długich jak człowiek kłów , czerwone ślepia i odsłonięty, oślizgły mózg – tak właśnie wyglądała.

- Pradawna istoto! – krzyknął starzec – zniszcz naszych wrogów!

Bestia wyrwała ramię z ziemi i gruchnęła łapą w zaskoczonych żołnierzy. Ich zwłoki pofrunęły w powietrze i uderzyły o drzewa, łamiąc je.

- Oddział! Strzelać! – krzyknął konkwistador Dawid i sam oddał strzał. Pociski nie robiły wrażenia na pradawnej istocie, zostawiały zaledwie ślady na jej pancerzu. Bestia wyswobodziła drugą łapę i bezlitośnie posyłała ciała żołnierzy w powietrze.

- Boże, tylko cud może nas uratować – jęknął Krzysztof, po czym przypomniał sobie, że przecież jest ateistą.

Nagle niebiosa rozstąpiły się.  

Oślepiające płomienie oblały nieboskłon i ziemię.

I z nieba stąpił Archanioł.

Jego ognisty miecz uderzył w pradawną bestię, a ta syknęła przeraźliwie i ze skowytem wskoczyła z powrotem do ziemi. Schowała się niemal całkowicie, jedynie oślizgły mózg wystawał ponad powierzchnię.

Osłupiali konkwistadorzy obserwowali, jak Archanioł opada w blasku tuż przed nimi.

- Poszukiwacze najmilszego Bogu trunku, witajcie. Przybyłem, albowiem przyrzekłem chronić każdego, kto prowadzi szlachetną misję poszukiwania nowych browarów.

- Witaj Archaniele, dzięki za pomoc

- To nie koniec waszej misji. Sami musicie pokonać bestię i zdobyć piwo. Zdradzę wam jednak część wielkiej tajemnicy. Wiele lat temu, na te ziemie przybyli Hiszpanie. Ukradli oni sekret ważenia filipińskiego piwa i dziś w Barcelonie warzy się piwo, które na moją część nazwano San Miguel, gdyż i im pomagałem przezwyciężyć pradawną istotę.

- San Miguel? Czyli…  Święty Michał, archanioł?

- To ja. Podaruję wam teraz święty artefakt, za pomocą którego pokonacie bestie i dokonacie swego przeznaczenia

Tak powiedziawszy, przekazał im butelkę piwa.

san miguel piwo beer

- A teraz muszę was pożegnać. Czeka was wielka chwała i przyszłość. Wasza misja jest istotna dla dalszego istnienia świata. Odnajdźcie wszystkie browary, a uratujecie Ziemię.

- Nie spoczniemy, Archaniele. Swoją drogą, powiedz Bogu żeby się nie gniewał o tą tacę, co ją zwinęliśmy kiedyś w kościele

- Co kupiliście za te pieniądze?

- Alkohol ma się rozumieć

- Tak więc Bóg się cieszy że z pożytkiem je wydaliście, ku chwale jego. Nie wiem, czy wiecie, ale gdy wylewacie trochę alkoholu „za poległych ziomków” napełnia się puchar Jezusa, a Bóg dba o syna.

- Azaliż ciekawe.

- Jezus pragnie podziękować, że raz wylaliście wodę mineralną. Wreszcie mógł się napić czegoś innego niż alkohol

- Nie ma sprawy, pozdrów go

- Aha, zapomniałbym. To kosztuje 9.99 złotych

- Co? Chyba żartujesz!?

- Sam musiałem kupić to w sklepie, więc oddajcie mi kasę. Cieszcie się, bo puszka półlitrowa kosztowała sześć, a litrowa butelka dziesięć, więc zaoszczędziłem dla was dwa złote

Dawid wyciągnął dychę i podał Świętemu Michałowi

- Będę winny grosika! – powiedział Archanioł, po czym zniknął.

Spojrzeli na butelkę. Przypominała butlę oliwy z oliwek, lub taniego winiacza. Odkręcili i poczuli przyjemną woń piwa. Gdy napili się, odczuli gorzki, dobry smak. Goryczka bardzo dobrze wyważona – nie jest jej ani za mało, ani za dużo. Piwo było dobre, choć nieszczególnie wyróżniające się pod jakimś względem. Lekkie i przez to bardzo orzeźwiające. Być może nawet nieco zbyt lekkie, mimo wyczuwanej goryczy. Brakowało mu nieco głębi smaku, czegoś co wyróżniałoby je ponad inne. Mimo wszystko przyjemność picia z litrowej butelki i dobry smak przeważył i dwaj konkwistadorzy z radością obalili butelkę – pamiętając przy tym, by wylać nieco dla poległych ziomków, w tym jak się okazało – dla Jezusa. To było pierwsze hiszpańskie piwo, które konkwistadorzy mieli okazję pić. Nie zawiodło ich.

Czując przypływ mocy, Dawid pochwycił butelkę i podbiegł do schowanej w ziemi bestii. Zamachnął się i z całej sił rzucił. Po uderzeniu w mózg pradawnej istoty butelka zdematerializowała się. Potwór zasyczał i zakopał się na powrót w ziemi, tym razem całkowicie.

Konkwistadorzy wmaszerowali na czele armii do wioski dzikich i przejęli bezcenne zapasy browarów.

Zaraz po tym kazali otworzyć część zapasów i urządzili wraz z ludźmi z plemienia taką imprezę, że do dziś potomkowie tych ludzi rodzą się i są przez całe życie pijani.



OCENA: 6,5

(Double D - 6, a Boss_B - 7)

 

PODSUMOWANIE: Piwo jest dobre i warte spróbowania, ale niestety za tą cenę można dostać lepsze piwo, choćby też świetnie orzeźwiającego Greenera Bio-up. Ale gdybyście się wybrali do Hiszpanii, to pijcie śmiało, kosztuje tam około 1 euro.