RSS
czwartek, 28 lipca 2011
32. Van Pur Super Mocne

BADANY OBIEKT: Van Pur Super Mocne

FORMA: Puszka

CENA: 3,09

Booyakasha! Van Pur nie kojarzy mi się zbyt dobrze, podobnie jak piwo o 10% zawartości alkoholu, jednakże nie spodziewałem się aż takiej katastrofy. No, ale zanim przejdę do opisu wszelkich "walorów" smakowych tego dzieła sztuki piwowarskiej, zacznę od opisu wydarzeń które doprowadziły do dramatycznego finału, polegającego na skosztowaniu zawartości puszki opatrzonej logiem "Van Pur Super Mocne". Pewnego słonecznego dnia, opowiadaliśmy naszemu młodemu padawanowi (nazwijmy go O.G) historię o legendarnym piwie Faxe, które występowało w okolicznych sklepach w puszkach o pojemności 1L, i smakowało, krótko mówiąc, jak podgniła padlina. Jak przystało na alkoholika OG zapragnął spróbować tego niesamowitego trunku, toteż następnego dnia wyruszyliśmy pieszo do krainy Kaz-im-esha, aby zniszczyć jedyny pierścień w ogniu góry przez... o, jednak nie, to nie ta bajka, sorry. Tak więc, wyruszyliśmy do owej krainy celem spożycia jakiegoś nowego piwa (OG nadal był podjarany na samą myśl o Faxie). Po dotarciu w okolice targowiska należącego do znanego na całym kontynencie kupca Karf Ura, rozpoczęliśmy poszukiwania specjału duńskich piwowarów. Niestety, handlarze nie mieli żadnych towarów pochodzących z krainy klocków Lego, więc musieliśmy obejść się smakiem. Postanowiliśmy więc, że zakupimy trzy puszki  napoju zwanego "Van Pur", oraz kilka dobrych napitków, aby było czym ukoić gardło gdyby VP okazał się niewypałem. W drodze powrotnej do naszej osady, kiedy minęliśmy już ziemie należące do gangu niebieskich bandytów znanych w tym rejonie jako Policja, z wielkim entuzjazmem zabraliśmy się do konsumpcji. Po otwarciu puszek zawierających to diabelstwo, poczuliśmy woń przywodzącą na myśl rozlewnię spirytusu. Niezrażeni tym faktem, wzięliśmy po łyku. Wtedy zaczęła się gehenna. Z każdym następnym łykiem smak chujowej wódki doprawionej jakimiś niewyobrażalnymi ilościami niezydentyfikowanych substancji chemicznych, coraz bardziej uderzał w żołądek. Zamiast piwnej goryczy poczuliśmy słodycz, przywodzącą na myśl dzień, w którym ja oraz Double D zmierzyliśmy się z jednym z naszych najpotworniejszych przeciwników, zwanym Karmi Black. Aromat przypominający posylwestrowe wymiociny spowodował, że OG o mały włos złamałby Kodeks, wylewając "piwo" w głąb niezmierzonych czeluści. Przypomnieliśmy mu w odpowiedniej chwili, że zobowiązał się przestrzegać i bronić zasad Świętego Kodeksu za wszelką cenę. OG nie przeszedł na ciemną stronę mocy, i zmagając się z bólem żołądka dopił do końca. Poza wszystkimi opisanymi okropnościami, piwo nie posiadało właściwie gazu, i było nadspodziewanie ciepłe. Na szczęście Double D w porę przypomniał sobie o pozostałych trunkach, które wnet ukoiły nasze cierpienia. Po drodze do domu, z powodu nagłej ulewy wstąpiliśmy jeszcze do tawerny graniczącej z legowiskiem Ajsa, naszego kompana z dawnych lat. Wypite tam browary i ciekawa rozmowa z podróżnym bardem pozwoliły na chwilę zapomnieć o przeżytym niedawno koszmarze.

OCENA: 1,666 I jeszcze kilka szóstek.

(DD-1.5 BB-2 OG-1.5)

PODSUMOWANIE: Van Pur Super Mocne jest gorsze niz pedofilia, Holokaust, dżuma, głód w afryce, Hannah Montana i nowe kreskówki na Cartoon Network, wszystko razem wzięte. Teraz już sobie wyobrażasz?

31. Samson

BADANY OBIEKT: Samson

FORMA: Butelka

CENA: 3,69

Po niezwykle długiej nieobecności na łamach najbardziej bluźnierczego i najchujowszego bloga jaki kiedykolwiek istniał w Internecie, powraca bohater, ulubieniec, oraz mesjasz wszelkich narodowości i wyznań, jedyny i niepowtarzalny, siedzący po prawicy samego Szatana- Boss B. Aby godnie uczcić mój powrót w chwale, Double D zakupił trochę alkoholu, Zaprosił Charliego Sheena wraz z jego świtą, po czym rozpoczęliśmy degustację trunków (i nie tylko). Po opróżnieniu kilkunastu butelek i wciągnięciu pół kilograma najczystszej amfetaminy sprowadzonej prosto z naszej małej fabryki ukrytej w sercu kolumbijskiej dżungli, przypomnieliśmy sobie że zakupiliśmy również piwo które mieliśmy przetestować po raz pierwszy. Jako że Samson był kozakiem, który za pomocą oślej szczęki bez zbędnych ceregieli rozpierdolił armię Filistynów (liczącą zapewne kilka tysięcy chłopa), pomyśleliśmy że piwo nazwane imieniem takiego wymiatacza nie może być słabe. W końcu facet zabił nie mniej frajerów niż Duke Nukem czy Bruce Willis, co nie? To chyba o czymś świadczy! Po otwarciu butelek nasze nozdrza uraczył słodki i jakże uwielbiany przez nas piwny aromat, więc czym prędzej przystąpiliśmy do konsumpcji. Byłem wielce rozczarowany, gdyż pierwszy łyk przypominał smakiem papier (co, nie jedliście nigdy papieru? He, na wojnie nie takie rzeczy się jadało... ) maczany w gazowanej wodzie z niewielką zawartością chmielu. Z początku piwo wydawało mi się słabe i mdłe niczym książki autorstwa Paulo Coelho, a na dodatek zbyt mocno nagazowane. O dziwo, z każdym kolejnym łykiem smakowało mi coraz bardziej i ostatecznie uznałem, że nie jest takie złe, jak mi się wydawało. Double D przyznał mi rację, i stwierdził że chłopaki z browaru w Budejovicach (ciekawostka- browar ten jako pierwszy w dziejach, bo w 1802 roku użył nazwy "budweiser") warząc Samsona odwalili całkiem niezłą robotę i nie miałby nic przeciwko spróbować tego piwka trochę więcej. Charlie powiedział że to najlepsze piwo jakie pił w życiu, ale on pije tylko dziwne amerykańskie wynalazki zagryzając kostkami haszu,więc wcale mu się nie dziwię.

OCENA: 5 

DD-6 BB-4 CS-11 (Charlie pije tylko Bud Light, więc jego ocena się nie liczy) 

PODSUMOWANIE: Teraz, kiedy odwieźliśmy dziwki i Charliego na lotnisko, wydaje mi się że nieco skrzywdziłem Samsona tak niską oceną. Było to spowodowane zapewne tragicznym pierwszym wrażeniem, ale cóż, co się stało to się nie odstanie, i oceny nie zmienię.

PS: Jakiś czas temu pewien użytkownik forum Browar.biz przysłał mi mejla (gdzie do ciężkiej cholery znalazł mój adres?) w którym wylewał swoje gorzkie żale, na temat tego że mój blog jest głupi, że pijemy tylko masówkę itp. W sumie to wszystko prawda ( :D ), lecz wręcz rozwalił mnie zarzut że " JESTEŚCIE NIEPROFESJONALNI "! O, serio? Ów nieprofesjonalizm, wraz z niesmacznymi żartami i całym tym szajsem uważam za główną (oprócz mojej skromnej osoby rzecz jasna :P) zaletę tego bloga. My pijemy masówkę. Ty pijesz swoje piwo, warzone zapewne w sekretnym laboratorium wedle tajnej receptury, przekazywanej z pokolenia na pokolenie przez najwyższe kasty buddyjskich mnichów koczujących w górach Bhutanu. I wszyscy są szczęśliwi. Oznajmiam zatem wszem i wobec, że na następne mejle i komentarze "prafdziwych i jedynych profesjonalistóf" nie będę odpowiadał, gdyż to strata mojego cennego czasu, a życie jest zbyt krótkie aby wykłócać się z frustratami. Rzekłem.

P(lay)S(tation)2: Żeby nie było, jak dla mnie Browar.biz to chyba najlepszy "piwny" portal w polskim Internecie, nie mam nic do pozostałych użytkowników, którzy w większości są totalnie w porządku. To co pisałem powyżej tyczy się konkretnego przypadku.

Dla rozładowania nieprzyjemnej atmosfery zarzucam link do kawałka, który powinien być hymnem każdego alkoholika: