RSS
piątek, 30 września 2011
35. Honig Weizen

BADANY OBIEKT: Cornelius Honig Weizen

FORMA: Butelka

CENA: 4,59 zł

Tym razem do naszej dzielnej ekipy dewiantów i wykolejeńców społecznych dołączył znany i lubiany alkoholik, twórca dyscypliny olimpijskiej znanej jako agresywny planking, człowiek który towarzyszył nam podczas kilkudniowej libacji alkoholowej, znanej potocznie jako Przystanek Woodstock, - KK (czyt. KejKej) . Pamiętacie może agenta K z "Men in Black"? KK także potrafi wymazywać wspomnienia, jednak w jego przypadku wiąże się to z przyjęciem kilku litrów tajemniczych płynów, po których obiekt traci świadomość, zdolność mówienia, a także umiejętność utrzymania ciała w pionie. Kiedy dołączył do nas KK i nasz zespół badawczy był już w komplecie, mogliśmy wyruszyć do ukrytego w leśnej głuszy zagajnika, aby z dala od czujnych oczu strażników miejskich i innych naszych przeciwników, móc rozkoszować się zimnym browarem w doborowym towarzystwie. Tym razem wzięliśmy na warsztat Honig Weizen, aby ostatecznie zakończyć nasz research dotyczący asortymentu browaru Cornelius. Jak zapewne już wiecie (lub nie), piwa pszeniczne nie za bardzo nam podchodzą, więc nie mieliśmy zbyt wielkich nadziei na jakieś niesamowite przeżycia smakowe . Mimo to w końcu piwo to pochodzi z browaru Cornelius, a ich produkty z reguły są przynajmniej dobre. Po kilku łykach stwierdziliśmy zgodnie, że wśród próbowanych przez nas "weizenów", to jest zdecydowanie najlepsze (co wcale nie znaczy że jest jakieś specjalnie dobre). Tak znienawidzony przez nas pszeniczny aromat został zepchnięty na drugi plan przez smak miodu. Niby wszystko spoko, ale ów miód jest za bardzo wyczuwalny i piwo staje się zbyt słodkie, brak w nim jakiejkolwiek goryczki, jest po prostu mdłe. Ten brak wyrazistości i ogólna "bylejakość" piwa odbiła się w ocenie, którą widzicie poniżej.

OCENA: Po raz pierwszy od dłuższego czasu perfekcyjna zgodność- obaj daliśmy po 5.

PODSUMOWANIE: Tym razem srogo się zawiedliśmy na Corneliusie. Może to tylko dlatego, że żaden z nas nie pała sympatią ani do piw pszenicznych, ani do miodowych. Tak czy siak jest słabo, i my już raczej do Honig Weizen nie powrócimy.

P(oli)S(tyren): Zastanawiacie się pewnie gdzie w ocenie ten cały KK? Otóż, nie oceniał on Honiga, gdyż nie pił jak dotąd żadnych piw pszenicznych, i nie miał materiału do porównania. Ale spokojnie, dziewczyny! KK będzie się pojawiał co jakiś czas na blogu w ramach występów gościnnych.

P(M)S: Notka sponsorowana przez płytę Black Label Society- Order of the Black.

niedziela, 11 września 2011
34. Amber Naturalny

BADANY OBIEKT: Amber Naturalny

FORMA: Butelka 

CENA: 2,49 zł (według kursu średniego na 09.09.2011 cena wyniesie 34.11 filipińskich Pesos)

Double D przemierzał jeden z lokalnych supermarketów w poszukiwaniu nowych ofiar. Gdy już upatrzył sobie młodą studentkę i sięgał do kieszeni po nasączoną chloroformem szmatę, coś na półce przykuło jego uwagę. Tak, niewątpliwie była to nowa dostawa piwa prosto z browarów Cornelius i Amber! Jako że browary te należą do naszych faworytów wśród rodzimych producentów naszego ulubionego trunku, D zostawił dziewkę w spokoju (ale spokojnie, bo co się odwlecze, to nie uciecze) i czym prędzej ruszył do kasy, zaopatrzony w kilka butelek wypełnionych świeżym piwkiem. Po powrocie na nasze (nie)piękne, (nie)strzeżone 24 godziny na dobę osiedle, czym prędzej przekazał mi dobrą nowinę. Kiedy usłyszałem te magiczne słowa, pognałem do kryjówki D z prędkością o której nie pomyślałby nawet Han Solo wchodząc "sokołem" w nadświetlną. Spakowaliśmy piwo, dwuręczny topór, tasak, duct tape, i naszą niesamowitą kolekcję kredek świecowych, po czym ruszyliśmy w drogę. Po krótkim marszu, przysiedliśmy na moście z którego wspomniany już kiedyś OG, próbował skakać na główkę (niestety w stanie upojenia nie zorientował się że jakieś 8 metrów niżej są tory). Wspominając jego kaskaderskie wyczyny godne Jackiego Chana, otworzyliśmy butelki zawierające napój o nazwie Amber naturalny. Zapach przypominał nieco tanie piwa, których niezliczone ilości wypiliśmy w ciągu trwania naszej odysei, więc byliśmy dosyć sceptycznie nastawieni do "naturalnego". Po pierwszym łyku wywiązał się pomiędzy mną a Watsonem Double D taki oto dialog:

B- Hmm, ten chmiel niewątpliwie rósł w Hiszpanii.

D- Dokładnie, na południowym stoku...

B- Czekaj, piwo leżało w beczce wykonanej z dębu bułgarskiego...

D- Tak, wyczuć da się także że drwal który ściął dąb miał na imię Andrzej.

B- [bierze kolejny łyk] Czyżby zdradzała go żona?

D- Niewątpliwie, i to na dodatek z brzydką kobietą!

B- Mylisz się przyjacielu, zdradza go z mężczyzną.

D- [łyk, łyk] Tak, teraz czuję wyraźnie! Zdradza go z mężczyzną, ale zniewieściałym. Ten lekko słodowy aromat zbił mnie z tropu.

Jak sami widzicie, dzięki naszym bystrym umysłom w mgnieniu oka odkryliśmy tajemnicę kryjącą pochodzenie chmielu, który był jednym ze składników konsumowanego napitku. Owy chmiel jest wyczuwalny, podobnie jak słód, jednakże w smaku dominuje goryczka. Piwo jest wręcz bardzo gorzkie (chociaż może trafiliśmy na taką partię, bo opinie są podzielone - jedni powiadają że gorzkie toto, inni zaś że słodkawe. Cóż, nie będziemy dalej nad tym rozprawiać, według nas jest gorzkie), co jak dla mnie jest jego niezaprzeczalną zaletą.

OCENA: Boss- 7 D- 6.5 Ogółem- 6.75

PODSUMOWANIE: Kolejne dobre piwo z browaru Amber. Świetny smak i bardzo niska cena, jeśli tylko będę miał okazję to na pewno do niego powrócę. Pozdrowienia dla piwowarów z Bielkówka. Kudos!

piątek, 09 września 2011
33. Zlaty Hrad

BADANY OBIEKT: Zlaty Hrad

FORMA: Butelka

CENA: 2,79

Yeah! Tak jest! Nie przecierajcie tak oczu, kolejny raz próbujemy wyrobu piwopodobnego z oferty znakomitego browaru Van Pur™! Mając w pamięci niesamowity smak Van Pur Super Mocne, Double D postanowił skosztować ich "Silnego Piwa", które zgodnie z informacjami zawartymi na etykiecie jest "warzone tradycyjnymi sposobami". Jeśli browar taki jak Van Pur pisze, że któreś z jego piw jest warzone tradycyjnymi sposobami, może to oznaczać tylko jedno- jego smak jest tragicznie chujowy. Niestety, Zlaty Hrad stanowi potwierdzenie tej niesamowicie odkrywczej hipotezy- już sam słodkawo-alkoholowy zapach zniechęca do spożycia, a potem jest jeszcze gorzej. Z każdym kolejnym łykiem posmak F-117 Falcon (najtańszy napój spirytusowy sprzedawany na naszym osiedlu, produkowany na bazie spirytusu i denaturatu, kiedyś szalenie popularny wśród młodzieży pokolenia JP2) jest coraz bardziej wyraźny, ponadto można wyczuć lekką nutę gnijącej padliny. Znikome ilości gazu powodują, że pod koniec konsumpcji piwo staje się okropnie mdłe i smakuje jeszcze gorzej niż na początku.W internecie można znaleźć komentarze ludzi, którzy twierdzą że kiedyś czcili Zlaty Hrad na równi z Bogiem, natomiast dziś mają na ten trunek totalnie wyjebane. Wcale im sie nie dziwię... Na zakończenie tej dołującej notki przytoczę jeszcze dwa cytaty z artykułu o ww. piwie na stronie nonsensopedia.wikia.com:

-"Doświadczeni piwosze określają jego smak jako lekko słodkawy z domieszką goryczki, ale nikogo to nie obchodzi."

-"Pod niepozornym opakowaniem kryje się niepozorny smak."

OCENA: Pomimo wszystkich tych minusów jednak nie jest tak złe jak Pils Jabłonowo czy V.P.S.M, dlatego ja dałem 3. Double D, który tamtego dnia porwał z piaskownicy 2 dziewczynki i z tego względu był w wyśmienitym humorze, postanowił że da 4. Ostatecznie- 3,5.

PODSUMOWANIE: Zlaty Hrad jest kolejnym piwem, które zajmuje mało zaszczytne miejsce w elitarnej loży "Piwa, do których na pewno nie powrócimy".