RSS
poniedziałek, 31 października 2011
37. Švyturys Baltijos

BADANY OBIEKT: Švyturys Baltijos

FORMA: Butelka

CENA: 5,99 zł

Drogie dzieci (a także rodzice, dziadkowie, kuzyni, oraz matki, żony i kochanki), jak zapewne wszyscy już wiecie, ja i mój kompan Double D od zarania dziejów należymy do wyznawców true norwegian fucking black metalu. Czarne msze, rytualne mordy, zjadanie dzieci i podpalanie kościołów to nasz chleb powszedni, a takich wybitnych przedstawicieli norweskiego satanizmu jak Varg Vikernes, Michael Jackson czy Jan Paweł II stawiamy sobie za wzory do naśladowania. Więc kiedy na sklepowej półce ujrzeliśmy piwo o nordycko brzmiącej nazwie "Švyturys", bez wahania zebraliśmy do kupy zawartość naszych sakiewek i nabyliśmy ów trunek. Gdy powróciliśmy do odwiedzanej przez nas nader często kryjówki znajdującej się w ostępach pobliskiej puszczy, niezwłocznie przystąpiliśmy do degustacji. Kiedy przy świetle księżyca próbowałem odszyfrować hieroglify wyryte na butelce, okazało się że myliliśmy się (FAIL!) co do pochodzenia Švyturysa, albowiem browar w którym jest produkowany znajduje się na Litwie (a dokładniej w mieście o wdzięcznej nazwie Klaipėda), więc z wikingami i black metalem ma niewiele wspólnego. Niezrażeni tym drobnym nieporozumieniem, otworzyliśmy butelki. Słodki, mógłbym nawet rzec lekko owocowy zapach nie wróżył nic dobrego. Po pierwszym łyku nasze obawy się potwierdziły- poczuliśmy znajomy smak. "Czyżby karmel?"- zapytał D. Szczegółowe tłumaczenie hieroglifów z etykiety dało nam twierdzącą odpowiedź na to pytanie. Mimo że nie pałamy miłością do takich wynalazków, to zgodnie z zasadami Świętego Kodeksu piliśmy dalej. Okazało się że produkt Litewskich piwowarów może i nie jest tak słodki i mdlący jak Karmi, ale niewiele mu brakuje. Słaba goryczka i dominujące w smaku słody zupełnie nie przypadły nam do gustu, i zgodnie stwierdziliśmy że piwo jest po prostu niedobre. Na dodatek piwo wydaje się, hmm... "ciężkie" - trudno skończyć choć jedną butelkę. Jedyny mocny plus tego napoju to kozacko wyglądająca butelka.

OCENA: D-3 B-4.5 Razem 3.75

PODSUMOWANIE: Švyturys Baltijos zdecydowanie nie jest wart takiej ceny. Chociaż gdyby kosztował 2 zeta to i tak zapewne bym się nie skusił na ponowny zakup. Krótko mówiąc lipa.

PS: Tak naprawdę nie jesteśmy fanami black metalu. Z metalu słuchamy tylko fasolek, Antoniego Długosza oraz zespołów wywodzących się z nurtu vegetarian progressive grindcore.

czwartek, 20 października 2011
36. Keniger

BADANY OBIEKT: Keniger

keniger van pur

FORMA: Puszka

CENA: 1,49 zł

Biedronka! Pałac wypełniony po brzegi tanim browarem, Mekka Żuli i innych Alkoholików Zrzeszonych Spółka Z.o.o. Wiedzeni niemal samobójczymi instynktami wkroczyliśmy w tą Świątynie Taniości podejmując się niezwykle trudnego zadania - zbadania browarów made for Biedrona (™®©). O tychże krążą legendy. Słyną nie tylko z nie przekraczających dwóch złotych cen, ale i z niezwykłych właściwości medycznych (np. chorujących na wzrok szybko pozbawiają tego problemu. W sensie - wzroku). Niestety nie mógł do nas dołączyć KK (zwany Kapisem z Dzikich Równin), więc sami podjęliśmy się zadania. Nad przeciwnikiem mieliśmy tę przewagę, że mogliśmy wybrać miejsce pojedynku. Padło na Mroczne Lasy, z tych rodzajów lasów, które spotyka się w powieściach fantasy - pełne warczących, włochatych zwierząt i dziwnych, chichoczących ludzi z nożami. Nastawienie - różne. Ja mam nadzieje, że Keniger okaże się dobry i będziemy mieli w naszym repertuarze wyjątkowo tani browar. Boss B - z góry przekreśla Biedronkową Delicję spodziewając się nadciągającej chujni. Po otwarciu, w powietrzu uniósła się przyjemna woń piwa. Moje nadzieje wzrosły, Boss zaczął się wahać. Pierwszy łyk był jak gwałtowny powrót na ziemię. Właściwie jak wbicie w tę ziemię dwudziestokilowym młotem. Ohyda. Wodniste (jak większość tanich piw), metaliczny posmak. Zauważyłem, że smakuje jakby był rumakiem* ze stajni Van Pura. Szybkie oględziny puszki utwierdziło mnie w tym przekonaniu - otóż rzeczywiście mieliśmy do czynienia z produktem Van Pura! Jak dotąd ich latorolośle nie zbierały u nas ocen godnych pozazdroszczenia (np. Van Pur Super Mocne pochwalić się może śliczną oceną 1,666). Keniger nie zawiódł braci i nie naraził siebie na ich zazdrość. Niestety, ale nawet gdybyśmy przymierali z pragnienia, a w kieszeni byłaby  niewielka suma - nie kupilibyśmy Kenigera. Dlaczego? Bo w ogóle nie odczuwalibyśmy  przyjemności z picia piwa. Miejsca na takie paradoksy i oksymorony w naszym słowniku nie ma. Żegnaj Kenigerku, o napoju tanich imprez!


* Właściwie to kulejącym mułem cierpiącym na skoliozę

 

OCENA: 3

(Zgodnie wystawiliśmy po 3)

PODSUMOWANIE: Keniger ma dużo wad i dwie zalety: jest tani i kiedyś się kończy.

 

poniedziałek, 03 października 2011
Właściciel Ciechana: Reklamy piwa kłamią

Koncerny piwne mamią klientów świeżym chmielem, dębowymi beczkami i złotymi kłosami pszenicy. Tymczasem produkcja piwa wygląda zupełnie inaczej - mówi Marek Jakubiak, właściciel browarów Ciechan i Lwówek Ślaski. W rozmowie z Manager.Money.pl tłumaczy, czym się różni Ciechan od Kasztelana i wyjaśnia, dlaczego swoje produkty sprzedaje w Tesco. Nam pierwszym zdradza także kulisy inwestycji w Ustce.

Money.pl: Za Ciechana Miodowego trzeba zapłacić w sklepie nawet 5 złotych. Ile kosztuje wyprodukowanie pół litra tego piwa?

Marek Jakubiak, właściciel browarów Ciechan i Lwówek Śląski: Jakieś 2,60 złotego, czyli niemało. Jednak prawdziwy miód jest szalenie drogi, a tylko w tym roku zużyliśmy go ponad 700 ton. Oczywiście moglibyśmy warzyć miodowe za pomocą syntetyków smakowych, jak to się dzieje w innych browarach. Jednak z uporem maniaka będę powtarzał, że piwo musi mieć najwyższą jakość.

Drogi jest też tradycyjny sposób warzenia piwa - wykorzystujemy metodę dekokcyjną. To właśnie ona pozwala na uzyskanie głębszego smaku trunku. Istotna jest tu też długa fermentacja w otwartych kadziach. Koncerny skracają ten proces przez użycie tak zwanych tankofermentorów. Przy tym dalej twierdzą, że warzą tradycyjnie. A to wprowadzanie klienta w błąd.

Ale jakie to ma praktyczne znaczenie dla klienta? Czy potrafi Pan rozróżnić piwo warzone tradycyjnie, od tego z tankofermentora?

Oczywiście. Jednak przeciętny klient może mieć z tym problem. Upodobanie do konkretnej marki to trochę kwestia gustu. Szczególnie, że obecnie piwa dużych koncernów w kraju są na naprawdę wysokim poziomie. Po powrocie z Południa Europy stwierdzam wręcz, że tamtejszych piw zupełnie nie da się pić. W Polsce przeżywamy teraz renesans krajowej branży browarniczej i cieszę się, że Ciechan ma na to duży wpływ. Konkurowanie jakością wychodzi zawsze na plus.

A jednak wyszedł Pan z inicjatywą zastąpienia nazwy własnych piw z niespasteryzowanych na nieutrwalane. Tak, by nie były kojarzone z produktami dużych browarów. Gdzie leży granica pomiędzy nieutrwalonym Wybornym a niepasteryzowanym Kasztelanem - najmłodszym brandem grupy Carlsberg?

Ciechan wygląda i smakuje dokładnie tak samo jak sto lat temu. Sprzedajemy rocznie tyle, co Kasztelan w ciągu dwóch dni handlowych. Stąd mamy możliwość poświęcania aż tak dużo czasu na piwa świeże. Koncerny natomiast, chcąc przebierać się za małe browary, musiały w jakiś sposób utrwalić swoje produkty. Padło na sterylizację piwa na zimno. Powszechnie na świecie stosuje się ją w masowej sprzedaży, aby piwo mogło być przechowywane przez kilka miesięcy. Ja to rozumiem, ale po co ten cały cyrk z graniem świeżym piwem? Mam pretensję o to, że koncerny udają kogoś, kim nie są.

Wielkie koncerny w spotach reklamowych promują całą filozofię warzenia piwa. Warka podkreśla, że najważniejszy jest świeży chmiel, Okocim stawia na podwójnie chmielone, a spot Dębowego ukazuje jak leżakuje w beczkach. Ile jest w tym prawdy, a ile manipulacji wyobrażeniami klientów?

To jest zdumiewające jak bardzo koncerny potrafią wypłynąć reklamą na świadomość klientów. Sam słyszałem opinię, że w smaku Dębowego dębina jest nawet wyczuwalna. Przecież to kompletna konfabulacja, piwo nie leżakuje w beczkach dębowych.

Z jednej strony koncerny utrwalają piwo, z drugiej stawiają w reklamie piwowara, który mówi, że szczególnie trzeba pamiętać, by nie spasteryzować piwa. Inna sprawa, że to nie piwowar odpowiada za sam proces utrwalania. Do tego dochodzi epatowanie pięknymi obrazami łanów na polu. To spore nadużycie, gdy piwo poddaje się wyjałowieniu przez mikrofiltrację.

Co do świeżego chmielu, dziś nikt już nie stosuje szyszek. Browary, w tym Ciechan, używają granulaty, które mają datę ważności około 10 lat. Ich intensywność i zapach zawsze są takie same. To jednak jeszcze rozumiem - obrazy mają wywołać miłe skojarzenia u klienta. Wreszcie chmiel faktycznie tak wygląda.

Pan swojego piwa nie reklamuje. Za to rozwija własną dystrybucję wspartą o hipermarkety Tesco i Carrefour. Jednak to w dyskontach sprzedaje się co piąte piwo. Widzi Pan tam miejsce dla swoich produktów?

Nie, choć krótki termin spożycia to duży problem. Musieliśmy znaleźć szybką drogę dotarcia do klienta. Dlatego rozwinęliśmy własną dystrybucję. Dzięki naszym 6 oddziałom w Polsce i kilkudziesięciu samochodom, doszliśmy do momentu, w którym klient ma szansę po 24 godzinach od dostawy napić się piwa. Zdarzyło mi się dostać MMS'a ze zdjęciem sklepu, na którym wisiała kartka: Zapisy na Ciechana przyjmujemy. Jutro dostawa. Czyli system działa i o to chodzi.

Z kolei zarówno w Tesco jak i Carrefourze jestem z tylko jednej prostej przyczyny. To strażnicy ceny. Nasze umowy z hipermarketami mają je wbudowane. To trochę przykręca niektórych detalistów, którzy cenę Wybornego potrafili wywindować nawet do poziomu 7-9 złotego. Stąd wszedłem w hipermarkety, gdzie Ciechan stoi na półce za około 3-3,50 złotego.

A jakie piwo Pan pije najczęściej?

Ciechan Wyborne.

I to właśnie Wyborne sprzedaje się najlepiej?

W tej chwili najlepiej sprzedającym się produktem jest Ciechan Miodowy. Niestety. Uważam, że piwo powinno być przyjemne w smaku, ale niekoniecznie słodkie. Stawiam na charakterystyczną, delikatną goryczkę.



Reszta wywiadu na stronach money.pl

 

 

22:13, double_d
Link Komentarze (3) »