RSS
niedziela, 18 grudnia 2011
41. Krusovice Imperial

BADANY OBIEKT: Krusovice Imperial

FORMA: Butelka

CENA: 3,99 zł

Tadamm! Witajcie dzieci, znów nastał ten dzień, właśnie dziś będziecie mogły zobaczyć kolejny odcinek waszego ulubionego teatrzyku! Gotowi? A zatem usiądźcie wygodnie, i posłuchajcie mej opowieści... Dobra, jebać to, nie chce mi się znowu wymyślać jakiejś chujowizny. Dziś będzie krótko, zwięźle i jak zwykle nie na temat. Ostatnio w nasze brudne łapy wpadło piwo pochodzące z krainy knedliczków i wojaka Szwejka, czyli rzecz jasna z Kambodży. W testowaniu tego zacnego trunku wspomagały nas dwie osoby których personaliów ani pseudonimów niestety nie mogę zdradzić, gdyż są one objęte programem ochrony alkoholików W.Ż.N. Ale przejdźmy do meritum sprawy, czyli do złotego napoju o wdzięcznej nazwie Krusovice Imperial. Niestety okazało się że nasze ukochane Imperium Galaktyczne (Empire poppin', Rebels droppin' bitch! That's 4 life ya filthy rebel scums! Real talk...) nie ma z tym piwem nic wspólnego. Mimo że Lord Vader nie brał czynnego udziału w warzeniu Imperiala, okazało się że to całkiem dobre piwo, a i moc jest w nim silna (natomiast po wypiciu go mocz był w nas wyjątkowo silny). Już sam zapach zapowiadał coś dobrego, był całkiem intensywny i chmielowy, pięknego aromatu spirolu właściwie nie uświadczono. Pierwszy łyk wywołał błogi uśmiech na mojej zarośniętej mordzie- odpowiednio nagazowane i na dodatek z mocną goryczką- tego mi było trzeba. Niestety D nie podzielał naszego (bo naszym gościom też Imperial posmakował) wielkiego entuzjazmu, stwierdził że piwo jest za gorzkie i w tle czuć alkohol. Niestety, po paru chwilach smak stał się bardziej alkoholowy niż na początku i nieco zasmucony musiałem się z nim zgodzić. Jednak wiedziony impulsem i pierwszym wrażeniem wystawiłem dość wysoką ocenę, D natomiast uznał że piwo to nadaje się raczej do dolnej strefy stanów średnich naszej dziwnej skali.

OCENA: Ja-7 D-4 Ogółem 5.5

PODSUMOWANIE: Ja może powrócę (choć ta cena za taki smak to nieco za wysoko), D najpewniej uczcił ten czeski specjał minutą ciszy i butelką Jacka Daniels'a, co pozwoliło mu na zawsze zapomnieć o Imperialu.

wtorek, 13 grudnia 2011
40. Pilsener Light Jabłonowo

BADANY OBIEKT: Pilsener Jabłonowo

FORMA: Puszka

CENA: 1,79 zł

"Zadziwiająco smaczny lager z Jabłonowa. Wyraźnie wyczuwalny słód na pierwszym planie i aromatyczny chmiel lekko cofnięty. Smaczna woda i niewysoki woltaż czynią z tego napitku niezłą propozycję dla budżetowców. W zestawieniu cena – jakość piwo przoduje. Za 1.20 nie znajdzie się lepszego polskiego piwka na biesiady i do posiłków."- taką oto opinię znalazłem po wrzuceniu w google nazwy opisywanego dziś piwa. I zgłupiałem. Czyżbym się pomylił? Bo przecież wydawało mi się że ostatnio piliśmy właśnie Pilsenera z Jabłonowa, który smakował zupełnie odwrotnie do opisywanego wyżej "zadziwiająco smacznego" napitku. Nie, okazało się że chodzi dokładnie o to samo piwo, i niektórym wręcz bardzo przypadło ono do gustu! Mogę zrozumieć że autorowi spodobała się niska cena (jak widać my przepłaciliśmy), aczkolwiek zagadką jest dla mnie jak można napisać o tym piwie że jest smaczne. Dlaczego tak sądzę? Posłuchajcie... Wszystko zaczęło się w poprzedni weekend, D stwierdził że wypadałoby zacząć pisać pracę licencjacką. Po około 15 sekundach uznał to za głupi pomysł i postanowił udać się do sklepu i nabyć kolejną partię materiałów do naszych jakże ważnych i istotnych dla światowej nauki badań. Szybka konsultacja telefoniczna i wybór padł na Pilsenera z Jabłonowa. Mieliśmy w przeszłości złe doświadczenia z browarem Jabłonowo, więc postanowiliśmy wezwać oddział wsparcia w postaci Wielkiego Z, który współpracuje z nami od zarania dziejów. Kiedy byliśmy już gotowi do walki, otworzyliśmy puszki. Zapach ulatniający się z aluminiowych pojemników przypominał nam najlepsze lata spędzone pod mostami i na dworcach kolejowych okolicznych miast. W powietrzu unosiła się słodka woń wymiocin, uryny i ciepłego jeszcze, świeżutkiego kału. Już sam zapach wywoływał w nas stany lękowe, a trzeba było jeszcze to wypić. Na szczęście dalej nie było już tak źle (co nie oznacza wcale że było dobrze), ja i Z zauważyliśmy że w smaku dominuje lekko słodkawa woda, czuć również ziemię, a daleko w tle wyczuwalne były wspomniane wcześniej zapachy. DD stwierdził natomiast, że smakuje podobnie do rozpuszczonej w wodzie brudnej skarpety. Używał ciekawych poetyckich porównań, takich jak "to tak jakby wpuścić brudnego menela do świątyni swojego ciała, lub do autobusu swojego przełyku". Poza tym trudno powiedzieć o tym piwie coś więcej, plusów chyba nie ma żadnych.

OCENA: BB i DD-3, Big Z-2 Średnią wyliczcie sami.

PODSUMOWANIE: Nigdy więcej. Zastanawiałem się nad plusami. Są dwa- niska cena i to, że pijaliśmy już gorsze rzeczy pokroju Goolmana i Pilsa Jabłonowo. Już wiecie skąd taka "wysoka" ocena.

niedziela, 11 grudnia 2011
39. Wiśnia w piwie

BADANY OBIEKT: Wiśnia w piwie

FORMA: Butelka

CENA: 5,59 zł

Jakiś miesiąc temu, ze względu na popełnione przez nas zbrodnie, został na nas wydany międzynarodowy nakaz aresztowania, więc na jakiś czas musieliśmy odsunąć się w cień. Po wielu dniach ukrywania się przed organami ścigania, jeden z naszych informatorów dostarczył nam niewątpliwie dobrą nowinę: sprawa nieco przycichła, a KK twierdził że podczas infiltracji siedziby browaru "Kormoran" zdobył kilka pojemników zawierających trunek o nazwie kodowej "Wiśnia w piwie". Nasza siatka agentów zbierała informacje o tym browarze od dawna, ale dopiero KK zdołał niepostrzeżenie podwędzić butelki z gabinetu prezesa "Kormorana", zostawiając mu na pamiątkę trzy puszki piwa znamienitej marki "Tesco" (recenzja już wkrótce! Czyli chuj wie kiedy...). Gdy już wspólnie z Kapisem opracowaliśmy plan działania, natychmiast założyliśmy mundury, zabraliśmy nasz specjalistyczny ekwipunek i czym prędzej wyruszyliśmy w drogę do umówionego punktu zbornego. Niestety pierwsza strefa lądowania okazała się zajęta przez siły wroga, więc wybraliśmy alternatywną drogę i skierowaliśmy się na dobrze znany wszystkim alkoholikom "Most na rzece Kwai". Spodziewaliśmy się wynalazku w stylu reddsa czy innego szajsu, więc podchodziliśmy do picia trochę niepewnie, ale ej, to w końcu jest Kormoran! Renoma zobowiązuje prawda? Po pierwszym łyku nasze wątpliwości na szczęście zostały rozwiane- piwo jest słodkie, ale nie jak większość tych z gatunku "reddsopodobnych" (cóż za ułomne słowotwórstwo), gdyż całkiem sprawnie równoważy słodycz, piwną goryczkę i cierpkość wiśni. Na początku sam w to nie wierzyłem, ale trzeba przyznać że to piwo jest naprawdę dobre! Świetny smak, odpowiednio nagazowane, po prostu bajka! Cała nasza Święta Trójca była pozytywnie zaskoczona owym napitkiem, lecz wszystko ma swoje złe i dobre strony. Czym bliżej byliśmy końca, tym piwo było coraz bardziej słodkie, co w efekcie lekko zaniżyło ocenę.

OCENA: BB,DD- 6,5 KK- 6 Ogólnie- 6,3

PODSUMOWANIE: "Wiśnia w piwie" jest ze wszech miar godna polecenia, i bez wątpienia jeszcze nie raz do niej powrócimy. A już na pewno Kapis, który jej smakiem był wręcz zachwycony.

PS: KK od tej notki staje się oficjalnym współpracownikiem ekipy W.Ż.N! Musi jednak zapamiętać, że alkoholizm to wielka odpowiedzialność...

sobota, 26 listopada 2011
38. Starovar

BADANY OBIEKT: Starovar

starovar piwo

FORMA: Butelka

CENA: 1,99 zł

Upadłem ciężko na podłogę, niczym król Leonidas przed Kserksesem i upuszczając ciążącą mi tarczę oraz włócznie sięgnąłem po piwo Starovar. Browar tenże, produkowany od 1873 roku, czyli bardzo długo, schowany był w najciemniejszym i najdalszym krańcu sklepowej półki (w takich to miejscach zmuszeni jesteśmy szukać nowych browarów, gdyż wszystkie stojące pod ręką już dawno zostały zbadane). Udawszy się w publiczne miejsce i po obsadzeniu snajperów mających eliminować nieprzyjacielskie siły wroga (głównie siły policyjne z niewiadomych powodów starające się pozbawić nas ciężko zarobionych pieniędzy) otworzyliśmy piwo pochodzące z legendarnych Karlowych Warów. AKCJA STOP. W tym miejscu należy wspomnieć, że sięgając po browar za 1,99 spodziewaliśmy się prawdziwego kału . AKCJA START. Początkowo zdziwienie - aromat niezwykle zachęcający. Pierwszy łyk, porozumiewawcze spojrzenie, następny łyk i jeszcze jeden... szok ! To piwo jest dobre! Wprawdzie nieco wodniste, nieco słaby gaz, ale także bardzo wyraźny posmak chmielu, delikatność i lekko gorzki smak. Posmak zostaje w ustach na długo, a jest to przyjemny posmak. Spożyliśmy Starovara z czystą przyjemnością. Na korzyść tego trunku przemawia również to, że piliśmy je ciepłe. Wyjętę wprost z lodówki zapewne byłoby jeszcze smaczniejsze. Ale największą jego zaletą jest cena! To tylko 1.99, za browar który mógłby spokojnie stanąć na jednej półce z wiodącymi i znanymi markami!

 

OCENA: 6,5

(Zgodnie, zresztą jak często ostatnio)

 

PODSUMOWANIE: Gdyby Starovar był bardziej dostępny - czyli rozprowadzany po osiedlowych sklepach, na pewno pilibyśmy go na równi z Tyskimi i innymi Kasztelanami. Naprawdę szkoda, że chowa się tak smaczne i tanie piwo na najniższych półkach

 

 



22:55, double_d
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 31 października 2011
37. Švyturys Baltijos

BADANY OBIEKT: Švyturys Baltijos

FORMA: Butelka

CENA: 5,99 zł

Drogie dzieci (a także rodzice, dziadkowie, kuzyni, oraz matki, żony i kochanki), jak zapewne wszyscy już wiecie, ja i mój kompan Double D od zarania dziejów należymy do wyznawców true norwegian fucking black metalu. Czarne msze, rytualne mordy, zjadanie dzieci i podpalanie kościołów to nasz chleb powszedni, a takich wybitnych przedstawicieli norweskiego satanizmu jak Varg Vikernes, Michael Jackson czy Jan Paweł II stawiamy sobie za wzory do naśladowania. Więc kiedy na sklepowej półce ujrzeliśmy piwo o nordycko brzmiącej nazwie "Švyturys", bez wahania zebraliśmy do kupy zawartość naszych sakiewek i nabyliśmy ów trunek. Gdy powróciliśmy do odwiedzanej przez nas nader często kryjówki znajdującej się w ostępach pobliskiej puszczy, niezwłocznie przystąpiliśmy do degustacji. Kiedy przy świetle księżyca próbowałem odszyfrować hieroglify wyryte na butelce, okazało się że myliliśmy się (FAIL!) co do pochodzenia Švyturysa, albowiem browar w którym jest produkowany znajduje się na Litwie (a dokładniej w mieście o wdzięcznej nazwie Klaipėda), więc z wikingami i black metalem ma niewiele wspólnego. Niezrażeni tym drobnym nieporozumieniem, otworzyliśmy butelki. Słodki, mógłbym nawet rzec lekko owocowy zapach nie wróżył nic dobrego. Po pierwszym łyku nasze obawy się potwierdziły- poczuliśmy znajomy smak. "Czyżby karmel?"- zapytał D. Szczegółowe tłumaczenie hieroglifów z etykiety dało nam twierdzącą odpowiedź na to pytanie. Mimo że nie pałamy miłością do takich wynalazków, to zgodnie z zasadami Świętego Kodeksu piliśmy dalej. Okazało się że produkt Litewskich piwowarów może i nie jest tak słodki i mdlący jak Karmi, ale niewiele mu brakuje. Słaba goryczka i dominujące w smaku słody zupełnie nie przypadły nam do gustu, i zgodnie stwierdziliśmy że piwo jest po prostu niedobre. Na dodatek piwo wydaje się, hmm... "ciężkie" - trudno skończyć choć jedną butelkę. Jedyny mocny plus tego napoju to kozacko wyglądająca butelka.

OCENA: D-3 B-4.5 Razem 3.75

PODSUMOWANIE: Švyturys Baltijos zdecydowanie nie jest wart takiej ceny. Chociaż gdyby kosztował 2 zeta to i tak zapewne bym się nie skusił na ponowny zakup. Krótko mówiąc lipa.

PS: Tak naprawdę nie jesteśmy fanami black metalu. Z metalu słuchamy tylko fasolek, Antoniego Długosza oraz zespołów wywodzących się z nurtu vegetarian progressive grindcore.

czwartek, 20 października 2011
36. Keniger

BADANY OBIEKT: Keniger

keniger van pur

FORMA: Puszka

CENA: 1,49 zł

Biedronka! Pałac wypełniony po brzegi tanim browarem, Mekka Żuli i innych Alkoholików Zrzeszonych Spółka Z.o.o. Wiedzeni niemal samobójczymi instynktami wkroczyliśmy w tą Świątynie Taniości podejmując się niezwykle trudnego zadania - zbadania browarów made for Biedrona (™®©). O tychże krążą legendy. Słyną nie tylko z nie przekraczających dwóch złotych cen, ale i z niezwykłych właściwości medycznych (np. chorujących na wzrok szybko pozbawiają tego problemu. W sensie - wzroku). Niestety nie mógł do nas dołączyć KK (zwany Kapisem z Dzikich Równin), więc sami podjęliśmy się zadania. Nad przeciwnikiem mieliśmy tę przewagę, że mogliśmy wybrać miejsce pojedynku. Padło na Mroczne Lasy, z tych rodzajów lasów, które spotyka się w powieściach fantasy - pełne warczących, włochatych zwierząt i dziwnych, chichoczących ludzi z nożami. Nastawienie - różne. Ja mam nadzieje, że Keniger okaże się dobry i będziemy mieli w naszym repertuarze wyjątkowo tani browar. Boss B - z góry przekreśla Biedronkową Delicję spodziewając się nadciągającej chujni. Po otwarciu, w powietrzu uniósła się przyjemna woń piwa. Moje nadzieje wzrosły, Boss zaczął się wahać. Pierwszy łyk był jak gwałtowny powrót na ziemię. Właściwie jak wbicie w tę ziemię dwudziestokilowym młotem. Ohyda. Wodniste (jak większość tanich piw), metaliczny posmak. Zauważyłem, że smakuje jakby był rumakiem* ze stajni Van Pura. Szybkie oględziny puszki utwierdziło mnie w tym przekonaniu - otóż rzeczywiście mieliśmy do czynienia z produktem Van Pura! Jak dotąd ich latorolośle nie zbierały u nas ocen godnych pozazdroszczenia (np. Van Pur Super Mocne pochwalić się może śliczną oceną 1,666). Keniger nie zawiódł braci i nie naraził siebie na ich zazdrość. Niestety, ale nawet gdybyśmy przymierali z pragnienia, a w kieszeni byłaby  niewielka suma - nie kupilibyśmy Kenigera. Dlaczego? Bo w ogóle nie odczuwalibyśmy  przyjemności z picia piwa. Miejsca na takie paradoksy i oksymorony w naszym słowniku nie ma. Żegnaj Kenigerku, o napoju tanich imprez!


* Właściwie to kulejącym mułem cierpiącym na skoliozę

 

OCENA: 3

(Zgodnie wystawiliśmy po 3)

PODSUMOWANIE: Keniger ma dużo wad i dwie zalety: jest tani i kiedyś się kończy.

 

poniedziałek, 03 października 2011
Właściciel Ciechana: Reklamy piwa kłamią

Koncerny piwne mamią klientów świeżym chmielem, dębowymi beczkami i złotymi kłosami pszenicy. Tymczasem produkcja piwa wygląda zupełnie inaczej - mówi Marek Jakubiak, właściciel browarów Ciechan i Lwówek Ślaski. W rozmowie z Manager.Money.pl tłumaczy, czym się różni Ciechan od Kasztelana i wyjaśnia, dlaczego swoje produkty sprzedaje w Tesco. Nam pierwszym zdradza także kulisy inwestycji w Ustce.

Money.pl: Za Ciechana Miodowego trzeba zapłacić w sklepie nawet 5 złotych. Ile kosztuje wyprodukowanie pół litra tego piwa?

Marek Jakubiak, właściciel browarów Ciechan i Lwówek Śląski: Jakieś 2,60 złotego, czyli niemało. Jednak prawdziwy miód jest szalenie drogi, a tylko w tym roku zużyliśmy go ponad 700 ton. Oczywiście moglibyśmy warzyć miodowe za pomocą syntetyków smakowych, jak to się dzieje w innych browarach. Jednak z uporem maniaka będę powtarzał, że piwo musi mieć najwyższą jakość.

Drogi jest też tradycyjny sposób warzenia piwa - wykorzystujemy metodę dekokcyjną. To właśnie ona pozwala na uzyskanie głębszego smaku trunku. Istotna jest tu też długa fermentacja w otwartych kadziach. Koncerny skracają ten proces przez użycie tak zwanych tankofermentorów. Przy tym dalej twierdzą, że warzą tradycyjnie. A to wprowadzanie klienta w błąd.

Ale jakie to ma praktyczne znaczenie dla klienta? Czy potrafi Pan rozróżnić piwo warzone tradycyjnie, od tego z tankofermentora?

Oczywiście. Jednak przeciętny klient może mieć z tym problem. Upodobanie do konkretnej marki to trochę kwestia gustu. Szczególnie, że obecnie piwa dużych koncernów w kraju są na naprawdę wysokim poziomie. Po powrocie z Południa Europy stwierdzam wręcz, że tamtejszych piw zupełnie nie da się pić. W Polsce przeżywamy teraz renesans krajowej branży browarniczej i cieszę się, że Ciechan ma na to duży wpływ. Konkurowanie jakością wychodzi zawsze na plus.

A jednak wyszedł Pan z inicjatywą zastąpienia nazwy własnych piw z niespasteryzowanych na nieutrwalane. Tak, by nie były kojarzone z produktami dużych browarów. Gdzie leży granica pomiędzy nieutrwalonym Wybornym a niepasteryzowanym Kasztelanem - najmłodszym brandem grupy Carlsberg?

Ciechan wygląda i smakuje dokładnie tak samo jak sto lat temu. Sprzedajemy rocznie tyle, co Kasztelan w ciągu dwóch dni handlowych. Stąd mamy możliwość poświęcania aż tak dużo czasu na piwa świeże. Koncerny natomiast, chcąc przebierać się za małe browary, musiały w jakiś sposób utrwalić swoje produkty. Padło na sterylizację piwa na zimno. Powszechnie na świecie stosuje się ją w masowej sprzedaży, aby piwo mogło być przechowywane przez kilka miesięcy. Ja to rozumiem, ale po co ten cały cyrk z graniem świeżym piwem? Mam pretensję o to, że koncerny udają kogoś, kim nie są.

Wielkie koncerny w spotach reklamowych promują całą filozofię warzenia piwa. Warka podkreśla, że najważniejszy jest świeży chmiel, Okocim stawia na podwójnie chmielone, a spot Dębowego ukazuje jak leżakuje w beczkach. Ile jest w tym prawdy, a ile manipulacji wyobrażeniami klientów?

To jest zdumiewające jak bardzo koncerny potrafią wypłynąć reklamą na świadomość klientów. Sam słyszałem opinię, że w smaku Dębowego dębina jest nawet wyczuwalna. Przecież to kompletna konfabulacja, piwo nie leżakuje w beczkach dębowych.

Z jednej strony koncerny utrwalają piwo, z drugiej stawiają w reklamie piwowara, który mówi, że szczególnie trzeba pamiętać, by nie spasteryzować piwa. Inna sprawa, że to nie piwowar odpowiada za sam proces utrwalania. Do tego dochodzi epatowanie pięknymi obrazami łanów na polu. To spore nadużycie, gdy piwo poddaje się wyjałowieniu przez mikrofiltrację.

Co do świeżego chmielu, dziś nikt już nie stosuje szyszek. Browary, w tym Ciechan, używają granulaty, które mają datę ważności około 10 lat. Ich intensywność i zapach zawsze są takie same. To jednak jeszcze rozumiem - obrazy mają wywołać miłe skojarzenia u klienta. Wreszcie chmiel faktycznie tak wygląda.

Pan swojego piwa nie reklamuje. Za to rozwija własną dystrybucję wspartą o hipermarkety Tesco i Carrefour. Jednak to w dyskontach sprzedaje się co piąte piwo. Widzi Pan tam miejsce dla swoich produktów?

Nie, choć krótki termin spożycia to duży problem. Musieliśmy znaleźć szybką drogę dotarcia do klienta. Dlatego rozwinęliśmy własną dystrybucję. Dzięki naszym 6 oddziałom w Polsce i kilkudziesięciu samochodom, doszliśmy do momentu, w którym klient ma szansę po 24 godzinach od dostawy napić się piwa. Zdarzyło mi się dostać MMS'a ze zdjęciem sklepu, na którym wisiała kartka: Zapisy na Ciechana przyjmujemy. Jutro dostawa. Czyli system działa i o to chodzi.

Z kolei zarówno w Tesco jak i Carrefourze jestem z tylko jednej prostej przyczyny. To strażnicy ceny. Nasze umowy z hipermarketami mają je wbudowane. To trochę przykręca niektórych detalistów, którzy cenę Wybornego potrafili wywindować nawet do poziomu 7-9 złotego. Stąd wszedłem w hipermarkety, gdzie Ciechan stoi na półce za około 3-3,50 złotego.

A jakie piwo Pan pije najczęściej?

Ciechan Wyborne.

I to właśnie Wyborne sprzedaje się najlepiej?

W tej chwili najlepiej sprzedającym się produktem jest Ciechan Miodowy. Niestety. Uważam, że piwo powinno być przyjemne w smaku, ale niekoniecznie słodkie. Stawiam na charakterystyczną, delikatną goryczkę.



Reszta wywiadu na stronach money.pl

 

 

22:13, double_d
Link Komentarze (3) »
piątek, 30 września 2011
35. Honig Weizen

BADANY OBIEKT: Cornelius Honig Weizen

FORMA: Butelka

CENA: 4,59 zł

Tym razem do naszej dzielnej ekipy dewiantów i wykolejeńców społecznych dołączył znany i lubiany alkoholik, twórca dyscypliny olimpijskiej znanej jako agresywny planking, człowiek który towarzyszył nam podczas kilkudniowej libacji alkoholowej, znanej potocznie jako Przystanek Woodstock, - KK (czyt. KejKej) . Pamiętacie może agenta K z "Men in Black"? KK także potrafi wymazywać wspomnienia, jednak w jego przypadku wiąże się to z przyjęciem kilku litrów tajemniczych płynów, po których obiekt traci świadomość, zdolność mówienia, a także umiejętność utrzymania ciała w pionie. Kiedy dołączył do nas KK i nasz zespół badawczy był już w komplecie, mogliśmy wyruszyć do ukrytego w leśnej głuszy zagajnika, aby z dala od czujnych oczu strażników miejskich i innych naszych przeciwników, móc rozkoszować się zimnym browarem w doborowym towarzystwie. Tym razem wzięliśmy na warsztat Honig Weizen, aby ostatecznie zakończyć nasz research dotyczący asortymentu browaru Cornelius. Jak zapewne już wiecie (lub nie), piwa pszeniczne nie za bardzo nam podchodzą, więc nie mieliśmy zbyt wielkich nadziei na jakieś niesamowite przeżycia smakowe . Mimo to w końcu piwo to pochodzi z browaru Cornelius, a ich produkty z reguły są przynajmniej dobre. Po kilku łykach stwierdziliśmy zgodnie, że wśród próbowanych przez nas "weizenów", to jest zdecydowanie najlepsze (co wcale nie znaczy że jest jakieś specjalnie dobre). Tak znienawidzony przez nas pszeniczny aromat został zepchnięty na drugi plan przez smak miodu. Niby wszystko spoko, ale ów miód jest za bardzo wyczuwalny i piwo staje się zbyt słodkie, brak w nim jakiejkolwiek goryczki, jest po prostu mdłe. Ten brak wyrazistości i ogólna "bylejakość" piwa odbiła się w ocenie, którą widzicie poniżej.

OCENA: Po raz pierwszy od dłuższego czasu perfekcyjna zgodność- obaj daliśmy po 5.

PODSUMOWANIE: Tym razem srogo się zawiedliśmy na Corneliusie. Może to tylko dlatego, że żaden z nas nie pała sympatią ani do piw pszenicznych, ani do miodowych. Tak czy siak jest słabo, i my już raczej do Honig Weizen nie powrócimy.

P(oli)S(tyren): Zastanawiacie się pewnie gdzie w ocenie ten cały KK? Otóż, nie oceniał on Honiga, gdyż nie pił jak dotąd żadnych piw pszenicznych, i nie miał materiału do porównania. Ale spokojnie, dziewczyny! KK będzie się pojawiał co jakiś czas na blogu w ramach występów gościnnych.

P(M)S: Notka sponsorowana przez płytę Black Label Society- Order of the Black.

niedziela, 11 września 2011
34. Amber Naturalny

BADANY OBIEKT: Amber Naturalny

FORMA: Butelka 

CENA: 2,49 zł (według kursu średniego na 09.09.2011 cena wyniesie 34.11 filipińskich Pesos)

Double D przemierzał jeden z lokalnych supermarketów w poszukiwaniu nowych ofiar. Gdy już upatrzył sobie młodą studentkę i sięgał do kieszeni po nasączoną chloroformem szmatę, coś na półce przykuło jego uwagę. Tak, niewątpliwie była to nowa dostawa piwa prosto z browarów Cornelius i Amber! Jako że browary te należą do naszych faworytów wśród rodzimych producentów naszego ulubionego trunku, D zostawił dziewkę w spokoju (ale spokojnie, bo co się odwlecze, to nie uciecze) i czym prędzej ruszył do kasy, zaopatrzony w kilka butelek wypełnionych świeżym piwkiem. Po powrocie na nasze (nie)piękne, (nie)strzeżone 24 godziny na dobę osiedle, czym prędzej przekazał mi dobrą nowinę. Kiedy usłyszałem te magiczne słowa, pognałem do kryjówki D z prędkością o której nie pomyślałby nawet Han Solo wchodząc "sokołem" w nadświetlną. Spakowaliśmy piwo, dwuręczny topór, tasak, duct tape, i naszą niesamowitą kolekcję kredek świecowych, po czym ruszyliśmy w drogę. Po krótkim marszu, przysiedliśmy na moście z którego wspomniany już kiedyś OG, próbował skakać na główkę (niestety w stanie upojenia nie zorientował się że jakieś 8 metrów niżej są tory). Wspominając jego kaskaderskie wyczyny godne Jackiego Chana, otworzyliśmy butelki zawierające napój o nazwie Amber naturalny. Zapach przypominał nieco tanie piwa, których niezliczone ilości wypiliśmy w ciągu trwania naszej odysei, więc byliśmy dosyć sceptycznie nastawieni do "naturalnego". Po pierwszym łyku wywiązał się pomiędzy mną a Watsonem Double D taki oto dialog:

B- Hmm, ten chmiel niewątpliwie rósł w Hiszpanii.

D- Dokładnie, na południowym stoku...

B- Czekaj, piwo leżało w beczce wykonanej z dębu bułgarskiego...

D- Tak, wyczuć da się także że drwal który ściął dąb miał na imię Andrzej.

B- [bierze kolejny łyk] Czyżby zdradzała go żona?

D- Niewątpliwie, i to na dodatek z brzydką kobietą!

B- Mylisz się przyjacielu, zdradza go z mężczyzną.

D- [łyk, łyk] Tak, teraz czuję wyraźnie! Zdradza go z mężczyzną, ale zniewieściałym. Ten lekko słodowy aromat zbił mnie z tropu.

Jak sami widzicie, dzięki naszym bystrym umysłom w mgnieniu oka odkryliśmy tajemnicę kryjącą pochodzenie chmielu, który był jednym ze składników konsumowanego napitku. Owy chmiel jest wyczuwalny, podobnie jak słód, jednakże w smaku dominuje goryczka. Piwo jest wręcz bardzo gorzkie (chociaż może trafiliśmy na taką partię, bo opinie są podzielone - jedni powiadają że gorzkie toto, inni zaś że słodkawe. Cóż, nie będziemy dalej nad tym rozprawiać, według nas jest gorzkie), co jak dla mnie jest jego niezaprzeczalną zaletą.

OCENA: Boss- 7 D- 6.5 Ogółem- 6.75

PODSUMOWANIE: Kolejne dobre piwo z browaru Amber. Świetny smak i bardzo niska cena, jeśli tylko będę miał okazję to na pewno do niego powrócę. Pozdrowienia dla piwowarów z Bielkówka. Kudos!

piątek, 09 września 2011
33. Zlaty Hrad

BADANY OBIEKT: Zlaty Hrad

FORMA: Butelka

CENA: 2,79

Yeah! Tak jest! Nie przecierajcie tak oczu, kolejny raz próbujemy wyrobu piwopodobnego z oferty znakomitego browaru Van Pur™! Mając w pamięci niesamowity smak Van Pur Super Mocne, Double D postanowił skosztować ich "Silnego Piwa", które zgodnie z informacjami zawartymi na etykiecie jest "warzone tradycyjnymi sposobami". Jeśli browar taki jak Van Pur pisze, że któreś z jego piw jest warzone tradycyjnymi sposobami, może to oznaczać tylko jedno- jego smak jest tragicznie chujowy. Niestety, Zlaty Hrad stanowi potwierdzenie tej niesamowicie odkrywczej hipotezy- już sam słodkawo-alkoholowy zapach zniechęca do spożycia, a potem jest jeszcze gorzej. Z każdym kolejnym łykiem posmak F-117 Falcon (najtańszy napój spirytusowy sprzedawany na naszym osiedlu, produkowany na bazie spirytusu i denaturatu, kiedyś szalenie popularny wśród młodzieży pokolenia JP2) jest coraz bardziej wyraźny, ponadto można wyczuć lekką nutę gnijącej padliny. Znikome ilości gazu powodują, że pod koniec konsumpcji piwo staje się okropnie mdłe i smakuje jeszcze gorzej niż na początku.W internecie można znaleźć komentarze ludzi, którzy twierdzą że kiedyś czcili Zlaty Hrad na równi z Bogiem, natomiast dziś mają na ten trunek totalnie wyjebane. Wcale im sie nie dziwię... Na zakończenie tej dołującej notki przytoczę jeszcze dwa cytaty z artykułu o ww. piwie na stronie nonsensopedia.wikia.com:

-"Doświadczeni piwosze określają jego smak jako lekko słodkawy z domieszką goryczki, ale nikogo to nie obchodzi."

-"Pod niepozornym opakowaniem kryje się niepozorny smak."

OCENA: Pomimo wszystkich tych minusów jednak nie jest tak złe jak Pils Jabłonowo czy V.P.S.M, dlatego ja dałem 3. Double D, który tamtego dnia porwał z piaskownicy 2 dziewczynki i z tego względu był w wyśmienitym humorze, postanowił że da 4. Ostatecznie- 3,5.

PODSUMOWANIE: Zlaty Hrad jest kolejnym piwem, które zajmuje mało zaszczytne miejsce w elitarnej loży "Piwa, do których na pewno nie powrócimy".

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7